Wyrok 20 lat więzienia dla Łukasza Żaka miał być sygnałem, że państwo wreszcie zaczyna zdecydowanie reagować na najgroźniejszych przestępców drogowych. Jednak zaledwie kilka dni po ogłoszeniu orzeczenia pojawiły się informacje, które wywołały kolejne pytania o sprawność polskiego wymiaru sprawiedliwości i systemu wykonywania kar.
Według informacji opublikowanych przez BRD24, a następnie częściowo potwierdzonych przez Fakt, jeden ze skazanych kolegów Żaka – Kacper K. – miał dobrowolnie zgłosić się do aresztu, lecz został odesłany z powodu problemów organizacyjnych. Obrońca Kacpra K. twierdzi, że klient musiał stawić się ponownie, ponieważ „państwo nie było gotowe organizacyjnie na jego przyjęcie”.
Jeżeli rzeczywiście tak wyglądało wykonanie jednego z najgłośniejszych wyroków ostatnich lat, rodzi to poważne pytania o funkcjonowanie państwa.
Sprawa, która wstrząsnęła Polską
15 września 2024 roku Łukasz Żak prowadził Volkswagena Arteona.
Według ustaleń sądu:
- miał około 1,5 promila alkoholu,
- jechał około 226 km/h,
- posiadał sądowe zakazy prowadzenia pojazdów,
- nagrywał swoją jazdę telefonem,
- przejechał na czerwonym świetle,
- uderzył w samochód, którym podróżowała rodzina.
Na miejscu zginął ojciec rodziny.
Ciężko ranna została jego żona oraz dzieci.
Po wypadku Żak nie udzielił pomocy.
Uciekł z miejsca zdarzenia.
Kilka dni później został zatrzymany w Niemczech.
Sędzia nie miał żadnych wątpliwości
Jednym z najmocniejszych momentów procesu było uzasadnienie wyroku sędziego Macieja Mitery.
Sędzia mówił wprost, że przez cały proces próbował znaleźć u oskarżonego choć odrobinę refleksji.
Jak wynika z relacji z sali sądowej, nie znalazł jej.
W uzasadnieniu wskazywał między innymi na:
- całkowity brak skruchy,
- lekceważenie sądu,
- aroganckie zachowanie,
- wcześniejsze konflikty z prawem,
- niebezpieczeństwo ponownego popełnienia podobnych czynów.
Dlatego wymierzył najwyższą możliwą karę 20 lat pozbawienia wolności oraz dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.
To nie był tylko proces jednego człowieka
Opinia publiczna często koncentruje się wyłącznie na Łukaszu Żaku.
Tymczasem na ławie oskarżonych zasiedli również jego znajomi.
Sąd uznał, że pomagali po wypadku zamiast pomagać ofiarom.
Według wyroku:
- nie udzielili pomocy rannym,
- utrudniali ustalenie sprawcy,
- składali fałszywe zeznania,
- uczestniczyli w organizowaniu ucieczki Żaka z Polski.
Wyroki wobec części z nich wyniosły od 4 do 5 lat więzienia.
Rodzice mówili o niewinnych chłopcach
Po ogłoszeniu wyroku media pokazywały dramatyczne wypowiedzi rodzin skazanych.
Szczególnie zapamiętano ojca jednego z oskarżonych, który przekonywał, że jego syn znalazł się „w złym miejscu i o złej porze”.
Takie wypowiedzi budziły współczucie.
Jednak równolegle media zaczęły przypominać wcześniejszą historię części skazanych.
Według publikacji BRD24 oraz informacji przedstawianych w toku procesu, część z nich była już wcześniej karana za poważne naruszenia przepisów ruchu drogowego, w tym za jazdę pod wpływem alkoholu czy łamanie sądowych zakazów prowadzenia pojazdów.
To pokazuje, że wizerunek przypadkowych świadków nie odpowiadał w pełni obrazowi przedstawionemu przed sądem.
Kacper K.
Według ustaleń sądu Kacper K.:
- prowadził wcześniej samochód pod wpływem alkoholu,
- udostępnił pojazd wykorzystywany później podczas ucieczki,
- nie udzielił pomocy ofiarom,
- składał fałszywe zeznania.
Za te czyny został skazany na 5 lat więzienia.
Mikołaj N.
Sąd uznał go za winnego między innymi:
- nieudzielenia pomocy,
- udziału w organizowaniu ucieczki,
- utrudniania postępowania.
Otrzymał 4 lata więzienia.
Damian J.
Podobnie jak pozostali został skazany za działania po wypadku mające utrudnić wykrycie sprawcy oraz za brak pomocy ofiarom.
Usłyszał wyrok 4 lat więzienia.
Czy państwo było gotowe wykonać własny wyrok?
Najwięcej pytań pojawiło się już po zakończeniu procesu.
Portal BRD24 podał, że skazani nie zgłosili się do aresztu.
Następnie Fakt opublikował wypowiedź obrońcy Kacpra K., który stwierdził, że jego klient zgłosił się dobrowolnie, ale został odesłany, ponieważ procedura przyjęcia nie była jeszcze przygotowana. Według adwokata Kacper K. musiał zgłosić się ponownie.
Nie jest to oficjalne stanowisko Służby Więziennej ani sądu.
Jeżeli jednak opis przedstawiony przez obrońcę odpowiada rzeczywistości, trudno nie postawić kilku pytań.
- Dlaczego nie przygotowano procedur wykonania jednego z najgłośniejszych wyroków?
- Czy podobna sytuacja mogła stworzyć ryzyko ucieczki?
- Kto odpowiada za koordynację między sądem, Policją i Służbą Więzienną?
- Czy po tej sprawie zostaną wyciągnięte wnioski organizacyjne?
Problem znacznie szerszy niż jedna sprawa
Historia Łukasza Żaka pokazuje jeszcze jeden problem.
Nie chodzi wyłącznie o jednego pirata drogowego.
W jego otoczeniu znajdowali się ludzie, którzy – według ustaleń sądu – zamiast ratować ofiary:
- pomagali ukrywać sprawcę,
- utrudniali śledztwo,
- przekazywali fałszywe informacje organom ścigania.
To pokazuje, że niebezpieczne zachowania drogowe często funkcjonują w środowiskach, w których są tolerowane lub wręcz akceptowane.
Czy ten wyrok stanie się początkiem zmian?
Wyrok 20 lat więzienia jest jednym z najsurowszych orzeczeń wydanych wobec sprawcy śmiertelnego wypadku drogowego w Polsce.
Może on wyznaczyć nowy kierunek orzecznictwa wobec sprawców najbardziej drastycznych przestępstw drogowych.
Jednak samo wydanie wyroku nie wystarczy.
Państwo musi również sprawnie i konsekwentnie go wykonać.
Bo dla rodzin ofiar nie ma znaczenia wyłącznie wysokość kary.
Równie ważne jest przekonanie, że orzeczenie sądu zostanie wykonane szybko, skutecznie i bez organizacyjnych wątpliwości.
Komentarz redakcji
Sprawa Łukasza Żaka stała się symbolem walki z bezkarnością najgroźniejszych piratów drogowych. Jeżeli informacje o problemach z osadzeniem jednego ze skazanych okażą się zgodne z rzeczywistością, odpowiednie instytucje powinny publicznie wyjaśnić przebieg zdarzeń. Obywatele mają prawo oczekiwać nie tylko sprawiedliwych wyroków, lecz także sprawnego działania państwa na etapie ich wykonywania. Jednocześnie ocena odpowiedzialności poszczególnych osób powinna opierać się na prawomocnych ustaleniach sądu i zweryfikowanych faktach, a nie wyłącznie na przekazach medialnych.



