Pojechał odebrać pieniądze za wykonaną pracę i już nigdy nie wrócił do domu. Sprawa zabójstwa 53-letniego Marka D., właściciela firmy budowlanej z Warszawy, należy do najbardziej wstrząsających zbrodni ostatnich lat. Za jego śmierć skazany został były policjant Marcin Z. Sąd pierwszej instancji wymierzył mu 30 lat więzienia. Rodzina zamordowanego uważa jednak, że przy takiej brutalności czynu sprawiedliwą karą powinno być dożywocie. Sprawa trafiła więc do Sądu Apelacyjnego w Warszawie.
Pojechał po zapłatę za wykonaną pracę
Historia rozpoczęła się 5 czerwca 2024 roku. Marek D., 53-letni właściciel firmy budowlanej z Warszawy, wykonywał prace tynkarskie w niewykończonym domu w Solcu pod Górą Kalwarią. Inwestorem był Marcin Z. – były funkcjonariusz policji.
Według ustaleń przedstawianych w toku postępowania między mężczyznami istniał konflikt dotyczący rozliczenia wykonanych robót. Marek D. pojechał na miejsce, aby odebrać należne mu pieniądze. Media podają kwotę ponad 20 tys. zł.
To miało być zwyczajne spotkanie wykonawcy z klientem dotyczące zapłaty za usługę. Marek D. nie wrócił jednak do domu.
Kiedy rodzina straciła z nim kontakt, rozpoczęły się poszukiwania. Ich finał okazał się makabryczny. W niewykończonym budynku odnaleziono rozczłonkowane ciało przedsiębiorcy.
Sąd: działał z zamiarem bezpośrednim
30 czerwca 2025 roku Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Marcina Z. za winnego zabójstwa i wymierzył mu 30 lat pozbawienia wolności.
Z ustaleń sądu wynikało, że Marcin Z. działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej i z zamiarem bezpośredniego pozbawienia życia Marka D. Według opisu czynu wykorzystał paralizator, a następnie narzędzia, którymi dokonał dekapitacji oraz amputacji kończyn ofiary.
Później próbował zatrzeć ślady, między innymi przy użyciu palnika gazowego.
Jednym z najbardziej wstrząsających elementów sprawy są ustalenia medycyny sądowej. Według informacji przedstawianych podczas procesu przyczyną śmierci Marka D. była dekapitacja, a nie – jak utrzymywał oskarżony – wcześniejszy nieszczęśliwy upadek podczas bójki.
Sąd nie dał wiary wersji o przypadkowej śmierci.
Były policjant twierdził, że był to „nieszczęśliwy wypadek”
Marcin Z. przedstawiał wydarzenia inaczej. Utrzymywał, że między nim a wykonawcą doszło do konfliktu i bójki, podczas której Marek D. miał upaść.
Oskarżony nie negował późniejszego rozczłonkowania ciała, ale kwestionował tezę, że wcześniej zaplanował zabójstwo. W sądzie przepraszał rodzinę ofiary i przekonywał, że części wydarzeń nie pamięta.
Problem w tym, że – zdaniem sądu pierwszej instancji – zgromadzone dowody nie potwierdzały takiej wersji.
Sąd wskazywał między innymi na sposób działania sprawcy, użycie narzędzi, późniejsze postępowanie ze zwłokami oraz próbę zatarcia śladów. W ocenie sądu nie był to więc tragiczny finał spontanicznej bójki, lecz działanie podjęte świadomie.
W tle pieniądze za wykonane tynki
Jednym z kluczowych elementów procesu stał się motyw finansowy.
Według prokuratury Marek D. był wierzycielem, który przyjechał po należne mu pieniądze. Marcin Z. miał natomiast problemy finansowe i nie chciał uregulować zobowiązania.
Prokurator podczas procesu podkreślał, że to oskarżony miał być nierzetelnym dłużnikiem, a nie wykonawca próbujący bezpodstawnie wyłudzić dodatkowe pieniądze.
Obrona prezentowała odmienną wersję, wskazując m.in., że strony miały być wcześniej rozliczone oraz kwestionując część ustaleń dotyczących przebiegu zdarzenia.
Ostatecznie sąd pierwszej instancji uznał jednak argumentację oskarżenia za bardziej wiarygodną.
30 lat więzienia. Czy to wystarczająca kara?
Marcin Z. został skazany na 30 lat pozbawienia wolności. Sąd zasądził również zadośćuczynienia dla żony i córki zamordowanego.
Dla rodziny Marka D. taki wyrok nie kończy jednak sprawy.
Bliscy domagają się dożywotniego pozbawienia wolności.
I właśnie w tym miejscu pojawia się pytanie szczególnie istotne z punktu widzenia społecznego poczucia sprawiedliwości: jaką karę należy uznać za proporcjonalną w przypadku zabójstwa dokonanego w tak drastycznych okolicznościach?
Nie chodzi przy tym o emocjonalny odwet. Kara w demokratycznym państwie nie może być zemstą. Powinna jednak uwzględniać stopień winy, motywację sprawcy, sposób działania, skutki przestępstwa oraz społeczną szkodliwość czynu.
W tej sprawie sąd pierwszej instancji uznał, że mamy do czynienia z umyślnym pozbawieniem życia człowieka, a później z wyjątkowo drastycznymi działaniami zmierzającymi do zatarcia śladów.
Nic więc dziwnego, że rodzina zadaje pytanie: jeżeli nawet za taki czyn nie zapada dożywocie, to w jakich okolicznościach kara ta powinna być stosowana?
Sprawa trafiła do Sądu Apelacyjnego
Proces nie zakończył się wraz z wyrokiem pierwszej instancji. Sprawa trafiła przed Sąd Apelacyjny w Warszawie.
Pierwsza rozprawa apelacyjna odbyła się 23 lipca 2026 roku. Jak wynika z materiałów prasowych, tuż przed terminem rozprawy obrońcy złożyli uzupełnienie apelacji wraz z nowymi wnioskami dowodowymi.
Sędzia Ewa Leszczyńska-Furtak zwróciła uwagę, że tego rodzaju materiały powinny trafiać do sądu z odpowiednim wyprzedzeniem, aby pięcioosobowy skład sędziowski miał możliwość ich przeanalizowania.
Oznacza to, że prawomocny finał jednej z najbardziej brutalnych spraw kryminalnych ostatnich lat nadal pozostaje otwarty.
Kontrowersyjne słowa dotyczące jakości wykonanych prac
Dodatkowe emocje wzbudziły informacje dotyczące stanowiska żony skazanego.
Według relacji „Super Expressu” miała ona wskazywać na zastrzeżenia dotyczące wykonania tynków i domagać się od rodziny ofiary zwrotu pieniędzy.
To właśnie ten element sprawy szczególnie poruszył opinię publiczną.
Trzeba jednak jasno powiedzieć: spór dotyczący jakości robót budowlanych rozwiązuje się poprzez reklamację, rzeczoznawcę, negocjacje albo postępowanie cywilne. Nigdy przemocą.
Nawet gdyby inwestor rzeczywiście uważał, że wykonawca wykonał pracę wadliwie, istnieją przewidziane prawem procedury dochodzenia roszczeń.
Żaden spór o tynki czy pieniądze nie może w najmniejszym stopniu usprawiedliwiać odebrania człowiekowi życia.
Szczególny wymiar tej sprawy: sprawcą był były policjant
Sprawa budzi dodatkowe emocje z jeszcze jednego powodu. Marcin Z. nie był osobą, która nigdy wcześniej nie miała kontaktu z systemem prawnym.
Był funkcjonariuszem policji.
Przez lata pracował w formacji, której podstawowym zadaniem jest ochrona życia, zdrowia i bezpieczeństwa obywateli oraz egzekwowanie prawa.
Nie oznacza to oczywiście odpowiedzialności policji jako instytucji za przestępstwo popełnione przez byłego funkcjonariusza. Odpowiedzialność karna jest indywidualna.
Nie sposób jednak całkowicie pominąć tego faktu. Osoba posiadająca doświadczenie policyjne zna procedury, realia postępowań oraz sposób działania organów ścigania lepiej niż przeciętny obywatel.
Dlatego ta historia jest jeszcze bardziej wstrząsająca.
Człowiek chciał po prostu otrzymać pieniądze za swoją pracę
Wśród wszystkich szczegółów procesu łatwo stracić z pola widzenia najważniejszy fakt.
Marek D. był przedsiębiorcą i wykonawcą. Pojechał na spotkanie związane z rozliczeniem wykonanej pracy.
Nie wrócił do swojej rodziny.
Właśnie dlatego ta sprawa wykracza poza kolejny opis makabrycznej zbrodni. Dotyka również elementarnego poczucia bezpieczeństwa każdego przedsiębiorcy, rzemieślnika czy pracownika: człowiek powinien móc domagać się zapłaty za swoją pracę bez obawy o własne życie.
Rodzina domaga się dożywocia. Ostateczna decyzja należy do sądu
Wyrok 30 lat więzienia jest jedną z najsurowszych kar terminowych przewidzianych przez polskie prawo. Rodzina zamordowanego uważa jednak, że charakter tej zbrodni uzasadnia karę dożywotniego pozbawienia wolności.
O tym zdecyduje sąd.
W państwie prawa nawet najbardziej bulwersująca sprawa musi zostać rozstrzygnięta na podstawie dowodów i przepisów, a nie społecznego gniewu.
Jednocześnie społeczeństwo ma pełne prawo pytać o proporcjonalność wymierzanych kar.
Czy 30 lat więzienia za czyn o takim przebiegu jest karą wystarczającą? Czy też właśnie w takich sprawach powinna być stosowana najsurowsza sankcja przewidziana przez polski Kodeks karny – dożywotnie pozbawienie wolności?
Odpowiedź w tej konkretnej sprawie będzie należała do sądu apelacyjnego.
SEO – propozycja dla WordPress
Tytuł SEO: Były policjant zamordował budowlańca. Rodzina chce dożywocia dla Marcina Z.
Fraza kluczowa: były policjant zabił budowlańca
Frazy dodatkowe: Marcin Z., Marek D., zabójstwo budowlańca, były policjant zabójstwo, zbrodnia pod Górą Kalwarią, Solec zabójstwo, 30 lat więzienia, dożywocie, Sąd Apelacyjny Warszawa
Meta description: Były policjant Marcin Z. został skazany na 30 lat więzienia za zabójstwo budowlańca Marka D., który przyjechał odebrać pieniądze za wykonaną pracę. Rodzina ofiary domaga się dożywocia.
Slug: byly-policjant-zabil-budowlanca-marcin-z-dozywocie



