Sprawa śmierci Pawła Ziętkowicza to plama na honorze polskiego wymiaru sprawiedliwości – uważają jego bliscy. Mija rok od jego śmierci a prokuratura nawet nie wszczęła postępowania i nie postawiła zarzutów mimo ewidentnych dowodów w ich posiadaniu. Sprawę przedstawił onet.pl:
Minął rok. Po tym czasie wiemy, że w feralny wieczór Paweł był w remizie OSP, gdzie strażacy przygotowywali się do odpustu, który odbył się następnego dnia. Spotkanie było nieformalne, a mężczyźni pili na nim alkohol. W trakcie spotkania wywiązała się awantura. Paweł próbował bić się z innym strażakiem. Próbował, bo mężczyźnie krzywdy nie wyrządził. Jednak ten drugi mężczyzna ciosy wyprowadzał tak skutecznie, że Paweł kilkukrotnie upadał na ziemię i (prawdopodobnie) tracił na krótko przytomność.
To nie są hipotezy, ale fakty. Prokuratura ma nagrania z przebiegiem bójki. Wyciekły one też do mediów. Widziało je pół Polski. Na filmie widać mężczyznę bijącego Ziętkowicza, widać jego żonę, która wyciera z podłogi w remizie krew chłopaka i widać innych druhów, którzy przyglądają się sytuacji. Żaden z nich tego wieczora nie zadzwonił po karetkę.Wiadomo też, że po całym zajściu Paweł Ziętkowicz wraca do domu. Odprowadza go mężczyzna, który go bił. Ojcu zmarłego rzuca w progu półprzytomnego syna i dodaje: „Władek bier se tego ch***”. Mężczyzna odchodzi. Paweł w progu domu po kilku minutach poklepuje się po kieszeniach. Nie ma w nich portfela, telefonu, kluczy. Wraca po nie na remizę. Siostra i matka 25-latka szybko zarzucają coś na piżamy i biegną za nim. Z ich domu do remizy jest 200-250 m. Gdy dobiegają w jej rejon, odnajdują go nieprzytomnego.
Prokuratura wie wszystko to, co opisaliśmy powyżej. Mimo to prowadzący sprawę śledczy przed 12 miesięcy nie postawił w sprawie śmierci Ziętkowicza żadnych zarzutów. Jak na razie nie ma winnych jego śmierci. Nikomu nie zarzucono udziału w bójce ani nieudzielenia pomocy rannemu. Wszyscy żyjący uczestnicy zdarzeń z 1 na 2 sierpnia są na wolności.
Prowadzone śledztwo w prokuraturze w Zakopanem było skierowane na rzekomy wypadek Pawła
Miał się niefortunnie wywrócić i uderzyć w głowę. Nagrań monitoringu z remizy tez nie obejrzano. — My sami nie możemy po prostu tego nagrania z remizy obejrzeć i wyciągnąć wnioski, tylko musi to zrobić uprawniony ekspert — tłumaczyła wówczas nam zawiłości postępowań przygotowawczych prok. Aneta Hładki, szefowa Prokuratury Rejonowej w Zakopanem. Krewni Pawła i jego mama sa przekonani, że prokuratura gra na czas aby umorzyć i tuszować śledztwo.
Zmowa milczenia po śmierci strażaka
Znamienna jest też zmowa milczenia po śmierci młodego strażaka. Ludzie 100 km dalej bardziej żyją tą tragedią niż miejscowi. To wstyd i hańba co prezentuje Biały Dunajec twierdzą krewni Pawła. Organizowany ostatnio marsz milczenia zgromadził kikaset osób ale nie mieszkańców Białego Dunajca – jest to ewidentnie milczenia góralów – wielokrotnie pokazywana już w wielu filmach i serialach. Lokalne układy i solidarność przewyższa moralność i poczucie sprawiedliwości jak widać mówi jeden z turystów na social media.
Jak donosi onet.pl postawą swoich sąsiadów, górali zdegustowany był też Mariusz, młody mieszkaniec sąsiedniej wsi Sierockie. Był najlepszym kolegą zmarłego Pawła. Znali się od zerówki.
— Jaka to jest sprawiedliwość, że jak wyrzucę papierosa na ulicę, to zaraz będzie mandat, a tu chłopak nie żyje i nic się nie dzieje? Znałem się z Pawłem, kolegowałem. Porządny człowiek to był. Nie żyje. Za zabójstwo psa ludzie dziś idą siedzieć, a za śmierć człowieka nie ma winnych. Widzieliśmy na filmie, kto go bił. Ten c*** chodzi wolny po ulicach i się śmieje — mówił Mariusz, po czym dodawał, że widząc to, jak wielu ludzi o śmierci jego kolegi próbuje zapomnieć, po prostu łza mu się w oku kręci.
Nasuwa się pytanie: gdzie jest zatem sprawiedliwość w tym kraju ?


