Dwie kobiety nie żyją. Ich samochód został zniszczony w czołowym zderzeniu. Sprawca wypadku zjechał na przeciwległy pas ruchu, a niedługo później opublikował w internecie nagranie, w którym mówił o zderzeniu bezpiecznego samochodu z „trumną na kółkach”. Co więcej pominięto wątek śladowych ilości narkotyków we krwi co już samo to kompromitacja sądu w Olsztynie i sędziego Karola Radaszkiewicza, który orzekał w tej bulwersującej sprawie.
Za śmierć dwóch osób Paweł K., znany w mediach jako adwokat od „trumny na kółkach”, został prawomocnie skazany na rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. Wyrok Sądu w Olsztynie wydany przez sędziego Karola Radaszkiewicza jest niezwykle bulwersujący i zapisuje się jako totalny brak poszanowania zasad sprawiedliwości społecznej bo to co potem robił skazany i jak unikał kary to jawna kompromitacja wymiaru sprawiedliwości w tym kraju.
Wcześniej sąd pierwszej instancji wymierzył mu dwa lata więzienia. Prokuratura domagała się pięciu lat. Sąd odwoławczy nie tylko nie zaostrzył kary, ale jeszcze ją złagodził – jak pokażemy później dlaczego ? Bo 1,5 roku umożliwia odbycie kary w systemie dozoru elektronicznego – nie w więzieniu a w opaską. Niestety to działanie pakazuje że kasta prawnicza w Polsce istnieje i się wspiera bardzo aktywnie, bo adwokat od trumien siedzieć nie pójdzie….
Półtora roku.
Dziewięć miesięcy za jedną ofiarę – gdyby sprowadzić ludzkie życie do brutalnej, matematycznej kalkulacji.
A ponieważ kara wyniosła dokładnie 18 miesięcy, skazany uzyskał formalną możliwość ubiegania się o wykonywanie jej poza więzieniem, w systemie dozoru elektronicznego.
Nie oznacza to, że sąd przyznał mu tak zwany areszt domowy. Oznacza jednak, że wymiar orzeczonej kary otworzył mu drogę do złożenia takiego wniosku.
Czy właśnie tak ma wyglądać surowa odpowiedzialność za spowodowanie śmierci dwóch niewinnych osób?
Tragiczny wypadek na trasie Barczewo–Jeziorany
Do tragedii doszło 26 września 2021 roku na drodze pomiędzy Barczewem a Jezioranami w województwie warmińsko-mazurskim.
Paweł K. kierował Mercedesem. Z ustaleń przyjętych przez sąd wynikało, że nie obserwował właściwie drogi, nie utrzymał koncentracji i przestał kontrolować tor jazdy samochodu. Zjechał na lewą stronę jezdni, przekraczając podwójną linię ciągłą, po czym zderzył się z jadącym z przeciwka Audi 80.
Samochodem podróżowały dwie kobiety. Kierująca i pasażerka zginęły na miejscu.
Nie był to więc przypadek drobnego naruszenia przepisów ani niegroźnej kolizji. Błąd kierowcy doprowadził do śmierci dwóch osób.
Dla ich rodzin tego dnia zakończyło się normalne życie. Żaden wyrok nie zwróci im matek, żon, sióstr czy bliskich. Tym bardziej oczekiwano, że postępowanie karne zakończy się rozstrzygnięciem, które będzie czytelnym sygnałem: ludzkie życie ma wartość, a kierowca odpowiadający za śmiertelny wypadek ponosi realne konsekwencje.
Słowa o „trumnie na kółkach”
Sprawa prawdopodobnie nie wywołałaby aż tak ogromnego społecznego oburzenia, gdyby nie zachowanie Pawła K. po tragedii.
Niedługo po wypadku opublikował nagranie, w którym przedstawił zdarzenie jako zderzenie bezpiecznego, nowoczesnego samochodu z „trumną na kółkach”. Sugerował w ten sposób, że do śmierci kobiet przyczynił się stan i konstrukcja ich starszego Audi.
Wypowiedź została odebrana jako próba przerzucenia odpowiedzialności na ofiary i ich samochód.
Paweł K. nie mówił jedynie o technicznych różnicach między pojazdami. W oczach wielu odbiorców komunikat brzmiał mniej więcej tak: on przeżył, ponieważ jechał dobrym samochodem, a kobiety zginęły, ponieważ poruszały się starym autem.
Tymczasem sednem sprawy nie było to, który pojazd zapewniał większą ochronę przy zderzeniu. Sednem było ustalenie, dlaczego w ogóle doszło do czołowego wypadku i kto wjechał na pas ruchu jadącego prawidłowo samochodu.
Według aktu oskarżenia i sądowych ustaleń to Mercedes prowadzony przez Pawła K. przekroczył oś jezdni i znalazł się na przeciwległym pasie.
Pierwszy wyrok: dwa lata więzienia
11 kwietnia 2025 roku Sąd Rejonowy w Olsztynie uznał Pawła K. za winnego spowodowania śmiertelnego wypadku.
Sąd pierwszej instancji wymierzył mu:
- dwa lata pozbawienia wolności,
- pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
W opisie czynu sąd przyjął, że Paweł K. umyślnie, w zamiarze ewentualnym, naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Nie oznaczało to oczywiście, że chciał zabić dwie kobiety. Chodziło o ocenę sposobu naruszenia zasad ruchu, a nie o umyślne spowodowanie ich śmierci.
Już wyrok dwóch lat więzienia mógł być przez rodzinę ofiar i część opinii publicznej uznawany za łagodny.
Prokuratura również uważała, że kara była zbyt niska.
Prokuratura żądała pięciu lat. Sąd dał półtora roku
Od wyroku odwołały się obie strony.
Obrońcy Pawła K. domagali się uchylenia wyroku lub uniewinnienia. Prokuratura oraz oskarżyciele posiłkowi żądali zaostrzenia kary do pięciu lat więzienia i dłuższego zakazu prowadzenia pojazdów.
5 marca 2026 roku Sąd Okręgowy w Olsztynie wydał prawomocny wyrok.
Nie uwzględnił żądania prokuratury. Nie pozostawił również kary dwóch lat więzienia. Zmienił ocenę sposobu naruszenia zasad ruchu drogowego, uznając, że było ono nieumyślne.
W konsekwencji kara została obniżona do roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.
Sąd uznał, że Paweł K. nie obserwował odpowiednio drogi, stracił koncentrację i zjechał przez oś jezdni. Sędzia podczas ustnego uzasadnienia określił to potocznie jako „zagapienie się”.
Padły także słowa o tym, że prowadzenie drogiego, dobrze wyposażonego samochodu może dawać kierowcy złudne poczucie bezpieczeństwa i osłabiać odczuwanie prędkości.
Ta argumentacja musi budzić pytania.
Czy wysoka klasa samochodu ma być okolicznością tłumaczącą utratę koncentracji? Czy kierowca drogiego pojazdu powinien być oceniany łagodniej dlatego, że jego auto skuteczniej izoluje go od prędkości i zagrożenia?
Nowoczesny samochód może chronić życie kierowcy. Nie może jednak zdejmować z niego odpowiedzialności za zachowanie na drodze.
Nie „1,5 roku z opaską”, lecz 1,5 roku więzienia
W mediach społecznościowych zaczęła krążyć informacja, że Paweł K. „dostał półtora roku opaski”.
To nie jest precyzyjne.
Prawomocny wyrok obejmuje karę roku i sześciu miesięcy pozbawienia wolności. Dozór elektroniczny nie został wpisany do wyroku jako automatyczny sposób jej wykonania.
Paweł K. złożył jednak wniosek o umożliwienie mu odbywania kary poza zakładem karnym, w Systemie Dozoru Elektronicznego.
SDE polega na wykonywaniu kary w określonym miejscu zamieszkania. Skazany nosi elektroniczny nadajnik, a system kontroluje, czy przebywa w domu w godzinach ustalonych przez sąd. Może otrzymać zgodę na wychodzenie między innymi do pracy, lekarza czy w celu wykonywania innych ustalonych obowiązków.
To nadal forma wykonywania kary pozbawienia wolności, ale nie jest to pobyt w więziennej celi.
Przepisy pozwalają ubiegać się o SDE osobie skazanej na karę nieprzekraczającą roku i sześciu miesięcy. Nie jest to jednak uprawnienie automatyczne. Sąd powinien ocenić między innymi cele kary, stopień demoralizacji, kwestie bezpieczeństwa, zachowanie skazanego oraz warunki mieszkaniowe i techniczne.
Wymiar kary orzeczonej wobec Pawła K. znalazł się więc dokładnie na ustawowej granicy umożliwiającej wystąpienie o dozór elektroniczny.
To właśnie ten element budzi szczególnie duże emocje. Gdyby utrzymano karę dwóch lat więzienia, skazany nie mógłby od początku odbywać całej kary w domu na tej samej podstawie.
Skazany nie stawił się do więzienia
Po uprawomocnieniu wyroku sąd zarządził doprowadzenie Pawła K. do zakładu karnego.
Skazanego nie zastano jednak w miejscu zamieszkania. Wydano za nim list gończy. Według informacji przekazywanych przez media Paweł K. zmieniał miejsca pobytu i liczył, że uniknie zatrzymania.
7 maja 2026 roku został odnaleziony w powiecie hrubieszowskim. Policjanci zatrzymali go w domu jednorodzinnym. Nie stawiał oporu i został przewieziony do jednostki penitencjarnej.
Nie można więc twierdzić, że po wydaniu wyroku po prostu rozpoczął odbywanie kary w opasce elektronicznej.
Przeciwnie – trafił do zakładu karnego po zatrzymaniu na podstawie listu gończego.
Jego wniosek o SDE nie został wówczas merytorycznie rozstrzygnięty. Rzecznik Sądu Okręgowego w Łodzi wyjaśniał, że sprawa musiała poczekać na ustalenie miejsca osadzenia skazanego, ponieważ właściwy miał być sąd penitencjarny związany z miejscem wykonywania kary.
Czy osoba unikająca stawienia się do więzienia powinna dostać opaskę?
To jedno z najważniejszych pytań w tej sprawie.
Skazany ma prawo składać przewidziane prawem wnioski. Dotyczy to także dozoru elektronicznego. Sąd musi rozpatrywać sprawę na podstawie przepisów, a nie wyłącznie społecznego oburzenia.
Jednak postawa skazanego powinna mieć znaczenie przy ocenie, czy cele kary mogą zostać osiągnięte poza więzieniem.
Jeżeli prawomocnie skazany człowiek nie stawia się do odbycia kary, jest nieobecny w miejscu zamieszkania i konieczne staje się wydanie listu gończego, trudno uznać takie zachowanie za dowód pełnego podporządkowania się orzeczeniu sądu.
Dozór elektroniczny opiera się w znacznej części na założeniu, że skazany będzie przestrzegał ustalonych reguł. W tej sytuacji sąd penitencjarny powinien szczególnie dokładnie zbadać, czy taka forma wykonania kary rzeczywiście będzie wystarczająca.
Opaska nie powinna być traktowana jako automatyczna nagroda za to, że wymierzona kara zmieściła się w ustawowym limicie.
Dwie osoby nie żyją, a sąd mówi o „zagapieniu”
Nikt rozsądny nie twierdzi, że każdy sprawca nieumyślnego wypadku powinien być karany tak samo jak zabójca.
Prawo musi rozróżniać celowe odebranie życia od tragicznego wypadku wynikającego z błędu. W przeciwnym razie przestałoby być sprawiedliwe.
Problem polega na czymś innym.
Społeczeństwo ocenia nie tylko kodeksową kwalifikację czynu, ale cały obraz sprawy:
- zjazd na przeciwległy pas,
- przekroczenie podwójnej linii ciągłej,
- śmierć dwóch prawidłowo jadących kobiet,
- wypowiedź o „trumnie na kółkach”,
- złagodzenie wyroku w drugiej instancji,
- wymierzenie kary mieszczącej się dokładnie w granicy SDE,
- niestawienie się do odbycia kary,
- list gończy i zatrzymanie przez policję.
Każdy z tych elementów osobno może mieć prawne wyjaśnienie. Razem tworzą jednak obraz, który dla wielu obywateli jest trudny do zaakceptowania.
Rodziny ofiar mogą odnieść wrażenie, że system z ogromną starannością analizuje sytuację sprawcy, jego zamiar, zmęczenie, nieuwagę, samochód, możliwości odbywania kary i osobiste okoliczności.
Tymczasem skutki dla ofiar są nieodwracalne i nie wymagają skomplikowanych interpretacji: dwie kobiety nie żyją.
Dlaczego sąd zmienił ocenę czynu?
Kluczową różnicą między pierwszym i drugim wyrokiem była ocena, czy Paweł K. naruszył zasady bezpieczeństwa umyślnie, czy nieumyślnie.
Sąd pierwszej instancji przyjął umyślne naruszenie zasad w zamiarze ewentualnym. Sąd odwoławczy uznał natomiast, że było ono wynikiem nieuwagi i miało charakter nieumyślny.
Ta zmiana nie oznaczała uniewinnienia. Paweł K. pozostał winny spowodowania śmiertelnego wypadku. Zmieniła jednak ocenę stopnia jego zawinienia, a w rezultacie wpłynęła na wymiar kary.
Prokuratura Okręgowa w Olsztynie uznała, że w ustaleniach sądu odwoławczego mogły pojawić się błędy. Prokurator okręgowy skierował do Prokuratury Krajowej wniosek o rozważenie wniesienia kasacji.
Według stanowiska prokuratury wątpliwości dotyczą między innymi przyjęcia, że naruszenie zasad bezpieczeństwa miało charakter nieumyślny.
Oznacza to, że nawet organ oskarżenia nie uznał prawomocnego rozstrzygnięcia za oczywiste i niewymagające dalszej kontroli.
Kasacja nie jest trzecią apelacją
Warto wyjaśnić, że kasacja do Sądu Najwyższego nie jest zwykłym powtórzeniem postępowania odwoławczego.
Sąd Najwyższy co do zasady nie przeprowadza całego procesu od początku i nie ocenia swobodnie wszystkich dowodów tak jak sąd pierwszej czy drugiej instancji. Kasacja musi opierać się na określonych, poważnych naruszeniach prawa.
Samo przekonanie, że kara jest społecznie zbyt niska, nie zawsze wystarczy do skutecznego podważenia wyroku.
Jeżeli jednak prokuratura uważa, że sąd odwoławczy dokonał błędnych ustaleń lub wadliwie zastosował przepisy, może próbować doprowadzić do kontroli orzeczenia przez Sąd Najwyższy.
Na obecnym etapie nie należy przesądzać, czy kasacja zostanie wniesiona ani jaki będzie jej rezultat. Sam wniosek Prokuratury Okręgowej pokazuje jednak, że kontrowersje nie ograniczają się do komentarzy w internecie.
Czy zawód sprawcy miał znaczenie?
Paweł K. był adwokatem, a więc osobą zawodowo znającą prawo, procedury i konsekwencje postępowania karnego.
Nie ma dowodu, że sądy potraktowały go łagodniej właśnie ze względu na wykonywany zawód. Takiego zarzutu nie wolno przedstawiać jako ustalonego faktu.
Nie można jednak ignorować społecznego kontekstu.
Gdy prawnik zostaje skazany za śmiertelny wypadek, następnie uzyskuje złagodzenie kary do granicy pozwalającej ubiegać się o dozór elektroniczny, a później nie zostaje zastany w miejscu zamieszkania i jest poszukiwany listem gończym, pojawia się podejrzenie, że osoba dobrze znająca system potrafi wykorzystać wszystkie dostępne możliwości skuteczniej niż przeciętny obywatel.
To podejrzenie może być niesprawiedliwe wobec sędziów i obrońców, ale państwo nie powinno go lekceważyć.
Zaufanie do wymiaru sprawiedliwości nie zależy wyłącznie od formalnej poprawności orzeczeń. Zależy również od tego, czy obywatele widzą w nich proporcję między winą, skutkiem i karą.
Prawo do obrony nie oznacza prawa do pobłażliwości
Każdy oskarżony ma prawo do obrony. Także osoba, której czyn wywołuje powszechne oburzenie.
Obrońca ma prawo składać apelacje, wnioski o odroczenie wykonania kary oraz wnioski o dozór elektroniczny. Nie można czynić zarzutu z samego korzystania z legalnych instrumentów.
Jednocześnie państwo ma obowiązek chronić nie tylko prawa sprawcy, ale także poczucie bezpieczeństwa i sprawiedliwości po stronie ofiar.
W praktyce polski system karny często sprawia wrażenie znacznie bardziej skoncentrowanego na warunkach osobistych skazanego niż na skutkach, które jego czyn pozostawił w życiu innych ludzi.
W przypadku Pawła K. sąd analizował nieuwagę, charakter naruszenia przepisów i wymiar kary. Skazany mógł wystąpić o wykonanie kary w domu.
Rodziny dwóch kobiet nie mogą jednak wystąpić z wnioskiem o cofnięcie dnia wypadku.
Ile warte jest życie człowieka w polskim sądzie?
Tak postawione pytanie jest emocjonalne, ale trudno go uniknąć.
Kara nie jest ceną za życie. Sąd nie przelicza śmierci człowieka na miesiące więzienia według matematycznego taryfikatora.
Wyrok ma jednak znaczenie symboliczne. Pokazuje, jak państwo ocenia wagę czynu i stopień odpowiedzialności sprawcy.
Gdy za spowodowanie śmierci dwóch osób zapada kara półtora roku więzienia, a następnie pojawia się realna możliwość jej wykonywania poza zakładem karnym, społeczeństwo może odczytać taki komunikat jako dowód, że życie ofiar zostało potraktowane zbyt lekko.
Szczególnie gdy zestawi się tę karę z wysokimi sankcjami grożącymi za niektóre przestępstwa bez bezpośredniej ofiary śmiertelnej.
Prawo karne nie może opierać się wyłącznie na żądaniu odwetu. Nie może jednak również doprowadzać do sytuacji, w której wyrok formalnie istnieje, lecz społecznie jest odbierany jako niemal symboliczny.
System dozoru elektronicznego nie jest problemem samym w sobie
SDE jest potrzebnym rozwiązaniem.
Nie każdy skazany powinien trafiać do zakładu karnego. W przypadku krótkich kar, niegroźnych przestępstw, osób pracujących i opiekujących się rodziną dozór elektroniczny może być skuteczniejszy i tańszy niż więzienie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy ten sam mechanizm może zostać zastosowany w sprawie o wyjątkowo poważnych i nieodwracalnych skutkach.
Paweł K. nie został skazany za nieopłaconą grzywnę, drobne oszustwo czy zniszczenie mienia. Został skazany za spowodowanie wypadku, w którym zginęły dwie osoby.
Dlatego sąd rozpatrujący jego wniosek powinien odpowiedzieć nie tylko na pytanie, czy formalny limit kary pozwala na SDE.
Powinien przede wszystkim ocenić:
Czy odbywanie tej kary w domu wystarczy do osiągnięcia jej celów?
Czy będzie sprawiedliwe?
Czy będzie odpowiednio dolegliwe?
Czy uwzględni zachowanie skazanego po wyroku?
Czy nie pogłębi poczucia krzywdy rodzin ofiar?
Komentarz redakcji NiesprawiedliwaPolska.pl
Sprawa Pawła K. pokazuje jeden z największych problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości: przepaść między formalnym językiem prawa a społecznym poczuciem sprawiedliwości.
Sąd może powiedzieć, że kierowca się „zagapił”. Prawnicy mogą wyjaśniać różnicę między umyślnym i nieumyślnym naruszeniem zasad ruchu. Można wskazywać ustawowe granice kary i możliwość ubiegania się o dozór elektroniczny.
Wszystko to może być zgodne z procedurą.
Jednak na końcu pozostaje fakt, którego nie da się złagodzić żadnym prawniczym sformułowaniem: dwie kobiety zginęły, ponieważ samochód prowadzony przez Pawła K. znalazł się na ich pasie ruchu.
Później usłyszeliśmy o „trumnie na kółkach”.
Następnie kara dwóch lat została zmniejszona do półtora roku.
Potem skazany nie stawił się do więzienia i konieczny był list gończy.
A jednocześnie złożył wniosek, by pozwolono mu odbywać karę w domu.
Nie przesądzamy, jak sąd penitencjarny powinien rozstrzygnąć ten wniosek. Oczekujemy jednak, że przy podejmowaniu decyzji zostaną uwzględnione wszystkie okoliczności, a nie tylko formalna wysokość kary.
Sprawiedliwość nie może istnieć wyłącznie w aktach sądowych. Musi być również widoczna i zrozumiała dla społeczeństwa.
W tej sprawie trudno oprzeć się wrażeniu, że system bardzo uważnie wysłuchał sprawcy, lecz znacznie słabiej przemówił w imieniu dwóch kobiet, które nie mogą już zabrać głosu.
Najważniejsze fakty w skrócie
Kto został skazany?
Paweł K., były adwokat określany w mediach jako adwokat od „trumny na kółkach”.
Co się wydarzyło?
26 września 2021 roku na trasie Barczewo–Jeziorany doszło do czołowego zderzenia Mercedesa prowadzonego przez Pawła K. z Audi, którym podróżowały dwie kobiety. Obie zginęły.
Jaki zapadł pierwszy wyrok?
Dwa lata pozbawienia wolności i pięcioletni zakaz prowadzenia pojazdów.
Jaki jest prawomocny wyrok?
Rok i sześć miesięcy pozbawienia wolności. W publicznych relacjach występuje rozbieżność dotycząca długości zakazu prowadzenia pojazdów: oficjalny komunikat Prokuratury Okręgowej w Olsztynie wskazuje pięć lat, natomiast część relacji PAP i mediów podawała cztery lata.
Czy Paweł K. dostał dozór elektroniczny?
Nie ma publicznego potwierdzenia, że otrzymał zgodę na SDE. Złożył wniosek, ale po zatrzymaniu trafił do zakładu karnego.
Dlaczego był poszukiwany?
Nie został zastany w miejscu zamieszkania podczas próby doprowadzenia do więzienia. Wydano list gończy, a następnie zatrzymano go w powiecie hrubieszowskim.
Czy wyrok może zostać podważony?
Prokurator okręgowy wystąpił do Prokuratury Krajowej o rozważenie kasacji, wskazując na możliwe błędy w ustaleniach sądu odwoławczego.



