Kompromitacja policji – trudno znaleźć łagodniejsze określenie dla sytuacji opisanej przez BRD24 i Onet. Zabytkowy wóz strażacki miał przejechać bez kontroli kilkaset metrów, staranować oznakowanie przy przejeździe kolejowym, wypaść z drogi i wjechać na prywatną posesję, gdzie znajdowała się kobieta. Za kierownicą siedział lokalny radny i prezes OSP. Badania wykazały u niego 0,23, a następnie 0,17 promila alkoholu. Finał interwencji policji? 20 zł mandatu za nieprawidłowe użytkowanie układu hamulcowego.
To nie jest żart.
To nie jest satyra.
To wydarzyło się naprawdę.
I właśnie dlatego pojawia się pytanie: czy mamy do czynienia wyłącznie z błędną kwalifikacją prawną, kolejną kompromitacją policji, czy też sprawa powinna zostać zbadana pod kątem tego, dlaczego osobę pełniącą lokalne funkcje publiczne potraktowano w tak niezwykle łagodny sposób?
Radny, prezes OSP i wielotonowy samochód
Do zdarzenia doszło 28 czerwca 2026 roku w Cieszynie.
Jak ustalił portal BRD24, zabytkowy samochód strażacki OSP zaczął poruszać się bez kontroli i przejechał kilkaset metrów.
Po drodze samochód miał staranować elementy oznakowania przejazdu kolejowego, wypaść poza jezdnię, a następnie wjechać do ogrodu jednej z mieszkanek. Pojazd zatrzymał się dopiero na drzewach. Według opisu sprawy kobieta znajdowała się w tym czasie na posesji i gdyby wóz nie został zatrzymany przez drzewa, konsekwencje mogły być dramatyczne.
Za kierownicą znajdował się Paweł Czycharowski – radny oraz prezes miejscowej jednostki OSP. Jak podaje Onet za BRD24, później sam potwierdził, że prowadził pojazd.
To właśnie status kierowcy sprawia, że sposób zakończenia sprawy budzi jeszcze większe emocje.
Alkohol: 0,23 promila, później 0,17
Policjanci przebadali kierowcę.
Pierwszy wynik wynosił 0,23 promila, drugi 0,17 promila.
W Polsce stan po użyciu alkoholu zaczyna się od 0,2 promila we krwi. Oznacza to, że pierwszy pomiar przekraczał tę granicę, natomiast drugi był już poniżej niej.
Samo to powinno skłaniać do dokładnego wyjaśnienia okoliczności zdarzenia.
Ale to przecież tylko jeden z elementów sprawy.
Znacznie bardziej zdumiewający jest sposób, w jaki policja potraktowała samo zdarzenie drogowe.
20 zł mandatu
Komenda Powiatowa Policji w Cieszynie poinformowała BRD24, że kierowca został ukarany mandatem z art. 97 Kodeksu wykroczeń.
Kwota?
20 zł.
Policja wyjaśniła, że mandat dotyczył nieprawidłowego użytkowania układu hamulcowego.
Jeszcze raz warto przypomnieć przebieg zdarzenia.
Wielotonowy samochód strażacki:
przemieszcza się bez kontroli przez kilkaset metrów,
uderza w elementy infrastruktury,
przejeżdża przez okolice przejazdu kolejowego,
opuszcza drogę,
wpada na prywatną posesję,
zatrzymuje się na drzewach,
a w ogrodzie znajduje się człowiek.
I odpowiedzią państwa ma być 20 zł mandatu za hamulce.
Policja zastosowała art. 97 KW
Na tym polega najbardziej kontrowersyjny element całej historii.
Art. 97 Kodeksu wykroczeń jest przepisem o charakterze uzupełniającym. Stosuje się go w przypadku naruszenia przepisów ruchu drogowego, gdy dane zachowanie nie jest objęte innym, bardziej szczegółowym przepisem.
Tymczasem BRD24 zwrócił uwagę na art. 86 Kodeksu wykroczeń, który dotyczy spowodowania zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.
I trudno dziwić się temu pytaniu.
Jeżeli pojazd opuszcza drogę i wpada do ogrodu, w którym znajduje się człowiek, to podstawowym pytaniem nie powinno być przecież:
czy kierowca właściwie używał hamulców?
Tylko:
czy swoim zachowaniem spowodował zagrożenie bezpieczeństwa innych osób?
Czy przeciętny kierowca także dostałby 20 zł?
To pytanie nasuwa się automatycznie.
Wyobraźmy sobie zwykłego kierowcę.
Nie radnego.
Nie prezesa OSP.
Nie osobę aktywną w lokalnych strukturach.
Zwykłego mieszkańca miasta.
Prowadzi ciężki samochód.
Dochodzi do utraty kontroli nad pojazdem.
Samochód niszczy infrastrukturę, opuszcza drogę i wpada na cudzą posesję.
Badanie kierowcy wskazuje przy pierwszym pomiarze 0,23 promila.
Czy taki człowiek również wyszedłby z interwencji z mandatem 20 zł?
Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie bez analizy akt konkretnej interwencji. Ale właśnie dlatego policja powinna szczególnie przejrzyście wyjaśnić, jak doszła do takiej kwalifikacji.
Bo zaufanie obywateli do państwa opiera się nie tylko na tym, że prawo istnieje.
Opiera się na przekonaniu, że jest stosowane jednakowo wobec wszystkich.
Kompromitacja policji czy błędna ocena funkcjonariusza?
Nie mamy obecnie podstaw, aby twierdzić, że policjanci świadomie chronili radnego.
Takiego zarzutu nie można stawiać bez dowodów.
Możemy natomiast powiedzieć coś innego.
Opisane przez media okoliczności zdecydowanie uzasadniają pytanie, dlaczego zastosowano tak łagodną kwalifikację i najniższy możliwy mandat.
Sama Komenda Wojewódzka Policji w Katowicach została przez BRD24 zapytana, czy policjanci z Cieszyna prawidłowo zakwalifikowali zdarzenie. W momencie publikacji materiału portal czekał na odpowiedź.
To bardzo istotne.
Bo skoro nawet na poziomie medialnej analizy pojawia się tak zasadnicza wątpliwość dotycząca podstawy prawnej, sprawa powinna zostać sprawdzona przez przełożonych funkcjonariuszy.
Poplecznictwo? Tego dziś nie można przesądzić
Tytułowe pytanie o „poplecznictwo” powinno zostać potraktowane jako pytanie publicystyczne, a nie stwierdzenie faktu.
Nie wiemy, czy znajomości, funkcja radnego albo pozycja w OSP miały jakikolwiek wpływ na decyzje policjantów.
Nie ma dziś publicznie przedstawionych dowodów pozwalających to stwierdzić.
Ale właśnie po to istnieje nadzór wewnętrzny, komendy wojewódzkie oraz procedury kontrolne, żeby takie wątpliwości można było wyjaśnić.
Policja powinna odpowiedzieć między innymi:
Dlaczego wybrano art. 97 KW?
Dlaczego nie zastosowano art. 86 KW?
W jaki sposób oceniono zagrożenie dla kobiety znajdującej się na posesji?
Jak potraktowano wynik pierwszego pomiaru alkoholu wynoszący 0,23 promila?
Czy policjanci znali kierowcę lub wiedzieli, że jest radnym i prezesem OSP?
Czy interwencja została poddana kontroli przełożonych?
Odpowiedzi na te pytania są potrzebne nie po to, aby urządzać medialny sąd nad funkcjonariuszami.
Są potrzebne, żeby wykluczyć podejrzenie nierównego traktowania.
Najniższy mandat za potencjalnie bardzo niebezpieczne zdarzenie
Według BRD24 radny otrzymał najniższy możliwy mandat.
I właśnie ta informacja jest najbardziej symboliczna.
20 zł.
Kwota, która w realiach 2026 roku jest niższa niż koszt przeciętnego obiadu.
A mówimy o zdarzeniu z udziałem wielotonowego samochodu strażackiego, który przejechał bez kontroli znaczną odległość i znalazł się na prywatnej posesji.
Nie trzeba być prawnikiem, aby rozumieć, dlaczego takie zakończenie sprawy może podważać zaufanie do policji.
Dwa standardy stosowania prawa?
To jest problem, który w Polsce pojawia się regularnie.
Obywatele widzą bardzo surowe egzekwowanie drobnych naruszeń.
Mandaty za prędkość.
Mandaty za parkowanie.
Mandaty za telefon.
Kontrole trzeźwości.
Punkty karne.
I słusznie – przepisy powinny być egzekwowane.
Ale dokładnie z tego samego powodu społeczeństwo ma prawo oczekiwać zdecydowanej reakcji również wtedy, gdy sprawcą jest osoba pełniąca funkcję publiczną.
Jeżeli obywatel zaczyna odnosić wrażenie, że zwykły kierowca ponosi pełne konsekwencje, a lokalny działacz otrzymuje symboliczny mandat, zaczyna znikać najważniejszy element systemu prawnego:
wiara w równość wobec prawa.
Największą szkodą może być utrata zaufania do policji
Policja wykonuje tysiące trudnych interwencji.
Funkcjonariusze zatrzymują pijanych kierowców, ścigają osoby prowadzące mimo zakazów i niejednokrotnie ratują ludzi przed tragedią.
Dlatego pojedyncza kontrowersyjna decyzja nie może być automatycznie przenoszona na wszystkich policjantów.
Ale jest również druga strona.
Właśnie dlatego każda tak bulwersująca sprawa musi zostać dokładnie wyjaśniona.
Nie można budować autorytetu policji, zamiatając niewygodne przypadki pod dywan.
Autorytet buduje się przez przejrzystość.
20 zł za wjazd w ogród. Jak policja chce to wyjaśnić obywatelom?
To pytanie pozostaje najważniejsze.
Policja może oczywiście wykazać, że funkcjonariusz podjął decyzję w oparciu o konkretny stan faktyczny i obowiązujące przepisy.
Jeżeli tak było – powinna to szczegółowo przedstawić.
Jeśli natomiast kwalifikacja była błędna, należy odpowiedzieć:
kto popełnił błąd,
dlaczego do niego doszło,
czy sprawa zostanie ponownie przeanalizowana,
i czy zostaną wyciągnięte konsekwencje.
Bo kompromitacja policji nie polega wyłącznie na tym, że policjant może popełnić błąd.
Każdy człowiek może się pomylić.
Prawdziwa kompromitacja zaczyna się wtedy, gdy instytucja mimo oczywistych pytań nie potrafi przyznać, że coś poszło nie tak.
Komentarz redakcji Niesprawiedliwa Polska
Nie przesądzamy, że doszło w tej sprawie do świadomego chronienia radnego.
Żeby tak twierdzić, trzeba posiadać dowody.
Ale 20-złotowy mandat w opisanych okolicznościach wymaga bardzo dokładnego wyjaśnienia.
Jeżeli po wielotonowym samochodzie przemieszczającym się bez kontroli przez miasto, zniszczonej infrastrukturze i wjechaniu na prywatną posesję policjant dochodzi do wniosku, że właściwą reakcją jest najniższy mandat za niewłaściwe używanie hamulców, obywatele mają pełne prawo pytać:
czy naprawdę tak samo zostałby potraktowany każdy z nas?
I właśnie na to pytanie powinna odpowiedzieć polska policja.
Nie komunikatem prasowym pełnym ogólników.
Tylko faktami.



