Wyprzedzanie pasem awaryjnym, slalom pomiędzy samochodami, ogromne różnice prędkości i próby driftowania na publicznych drogach. Wszystko nagrywane i publikowane w Internecie. Według BRD24 kierowca BMW robi to od ponad półtora roku, a jego filmy osiągają setki tysięcy wyświetleń. Powstaje więc bardzo proste pytanie: gdzie przez ten czas była polska Policja? Czy naprawdę w Polsce trzeba najpierw kogoś zabić na drodze, żeby państwo zaczęło działać?
Radosław S. i „Ligusia69”. Internet pełen dowodów, a państwo?
26 sierpnia 2026 r. portal BRD24 opisał działalność kierowcy występującego w mediach społecznościowych jako „Ligusia69”. Według ustaleń portalu za profilem stoi Radosław S., który ma publikować nagrania swoich przejazdów BMW M2 G87 o mocy 480 KM.
Nie chodzi przy tym o pojedynczy film czy jednorazowe przekroczenie prędkości.
BRD24 opisuje materiały przedstawiające m.in. wyprzedzanie pasem awaryjnym, przeciskanie się pomiędzy samochodami, gwałtowne zmiany pasa, jazdę ze znaczną różnicą prędkości względem innych uczestników ruchu oraz próby driftowania na drogach publicznych.
Jeżeli opis portalu jest zgodny z rzeczywistym przebiegiem publikowanych nagrań, mamy do czynienia z sytuacją, która powinna rodzić poważne pytania nie tylko pod adresem kierowcy.
Pytania należy skierować również do Policji.
Bo kierowca nie ukrywa swoich wyczynów w zamkniętym garażu.
Publikuje je w Internecie.
Policja prosi obywateli o filmy. A co, kiedy filmy leżą publicznie w Internecie?
Tutaj historia zaczyna wyglądać absurdalnie.
Policja od lat prowadzi akcję „Stop Agresji Drogowej”. Sama zachęca obywateli do przesyłania filmów przedstawiających niebezpieczne zachowania kierowców.
Na oficjalnej stronie Policji czytamy, że elektroniczna skrzynka służy właśnie do zgłaszania „rażących naruszeń zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym” i ma pomagać w eliminowaniu z dróg piratów drogowych.
I rzeczywiście system działa.
W styczniu 2026 r. nagranie kierującej BMW przejeżdżającej na czerwonym świetle trafiło do Policji. Funkcjonariusze ustalili 21-letnią kierującą. Efekt? 500 zł mandatu i 15 punktów karnych.
W innym przypadku policjanci ustalili kierowcę Forda Mustanga, który niebezpiecznie wyprzedzał. Mandat wyniósł 1100 zł.
Policja sama informuje również, że nagrania i zdjęcia mogą służyć do ustalania sprawców niebezpiecznych zachowań drogowych.
Skoro więc funkcjonariusze potrafią znaleźć kierowcę po jednym filmie przesłanym przez obywatela, jak wytłumaczyć sytuację, w której ktoś przez ponad rok ma budować internetową popularność na publikowaniu kolejnych niebezpiecznych przejazdów?
Czy Policja naprawdę musi dostać film mailem?
Dochodzi do sytuacji niemal groteskowej.
Państwo stworzyło system, w którym obywatel ma nagrać pirata drogowego, ustalić miejsce, przygotować opis i wysłać wszystko Policji.
Tymczasem według BRD24 w tej sprawie potencjalny materiał dowodowy jest publikowany przez samego zainteresowanego w serwisach społecznościowych.
Czy naprawdę dopóki obywatel nie zapakuje filmu w wiadomość e-mail i nie wyśle go na odpowiednią policyjną skrzynkę, państwo ma udawać, że problemu nie ma?
Jeżeli Policja wcześniej wiedziała o tych materiałach — co zrobiła?
Jeżeli nie wiedziała — dlaczego?
To są pytania, na które społeczeństwo ma prawo otrzymać odpowiedź.
„Trochę przeczekam aż się w pełni przedawnią”
Jeszcze bardziej bulwersujący jest opis sposobu działania autora materiałów.
BRD24 podaje, że na części nagrań prędkościomierz został zamazany, a godzina na ekranie CarPlay zmieniona. Portal przytacza też wypowiedź przypisywaną autorowi profilu:
„trochę przeczekam aż się w pełni przedawnią i będą wlatywały.”
Jeżeli autentyczność tej wypowiedzi się potwierdza, trudno o bardziej wymowny obraz poczucia bezkarności wobec państwa.
To już nie wygląda wyłącznie na spontaniczną głupotę za kierownicą.
Powstaje wrażenie człowieka, który ma uważać, że rozumie słabości systemu i potrafi je wykorzystać.
I właśnie dlatego reakcja organów państwa powinna być szczególnie interesująca.
Skąd takie poczucie bezkarności?
Nie mamy dowodów, aby twierdzić, że Radosław S. posiada jakiekolwiek szczególne znajomości, ochronę czy związki ze służbami.
Nie będziemy tego sugerować jako faktu.
Ale mamy pełne prawo zadać inne pytanie:
skąd bierze się tak demonstracyjne poczucie bezkarności?
Czy wynika wyłącznie z przekonania o nieskuteczności Policji?
Czy autor filmów rzeczywiście uważa, że wystarczy odpowiednio długo poczekać z publikacją, zamazać licznik i można później publicznie chwalić się zachowaniem na drodze?
A przede wszystkim: czy ma rację, sądząc, że państwo jest wobec niego bezradne?
To właśnie powinny teraz wyjaśnić odpowiednie służby.
Policja potrafi karać kierowców na podstawie nagrań
Nie można nawet powiedzieć, że Policja nie posiada odpowiednich metod.
Posiada.
Oficjalne komunikaty policyjne pokazują, że funkcjonariusze regularnie ustalają kierujących na podstawie nagrań.
W jednym z postępowań opisanych przez Policję materiał przesłany na „Stop Agresji Drogowej” zakończył się mandatem w wysokości 2000 zł.
W innym policjanci ustalili kierującą po filmie dokumentującym przekroczenie podwójnej linii ciągłej.
Policja sama podkreśla:
„Twoja reakcja ma znaczenie”.
Zgoda.
Tylko może czas zapytać:
gdzie jest reakcja samej Policji, kiedy potencjalnie niebezpieczne materiały zdobywają setki tysięcy wyświetleń?
Państwo ma zapobiegać tragediom, a nie tylko przyjeżdżać po tragedii
To jest najważniejsza część całej sprawy.
Policja nie istnieje wyłącznie po to, żeby po śmiertelnym wypadku zamknąć drogę, rozstawić radiowozy, zrobić oględziny i opublikować komunikat.
Jednym z podstawowych sensów istnienia służb jest prewencja.
Państwo powinno reagować, zanim dojdzie do tragedii.
Bo kiedy na drodze ginie człowiek, mandat nie ma już znaczenia.
Punkty karne nie przywrócą życia.
Odebrane po fakcie prawo jazdy również nie cofnie czasu.
Ile tragedii drogowych potrzebuje Polska?
Polacy widzieli już wystarczająco dużo dramatycznych historii.
Był Robert N. ps. „Frog”, którego szaleńcze przejazdy po Warszawie oglądała cała Polska.
Jest sprawa Sebastiana Majtczaka związana ze śmiercią trzyosobowej rodziny na A1.
Są kolejne tragiczne wypadki powodowane przez kierowców poruszających się z ogromnymi prędkościami.
Nie wolno oczywiście przypisywać Radosławowi S. odpowiedzialności za tragedie spowodowane przez innych kierowców. Nie można też twierdzić, że jego zachowanie doprowadzi do wypadku.
Można jednak zadać znacznie ważniejsze pytanie:
czy naprawdę chcemy sprawdzić to dopiero wtedy, kiedy będzie za późno?
Internet zamienia piractwo drogowe w show
Istnieje jeszcze jeden problem.
Social media stworzyły mechanizm premiujący ekstremalne zachowania.
Spokojna jazda zgodnie z przepisami nie generuje setek tysięcy odsłon.
Slalom pomiędzy samochodami, drift czy ryzykowne wyprzedzanie — już tak.
BRD24 opisuje komentarze internautów zachęcających autora do publikowania kolejnych materiałów.
Powstaje patologiczny mechanizm:
ryzyko → film → wyświetlenia → popularność → kolejne nagranie → jeszcze większe ryzyko.
Jeżeli państwo pozostaje bierne, dochodzi do jeszcze jednego elementu:
ryzyko → popularność → brak konsekwencji.
A wtedy internetowy twórca może otrzymać bardzo niebezpieczny komunikat:
„Mogę więcej”.
Gdzie jest Policja?
Nie oczekujemy państwa policyjnego.
Nie oczekujemy ścigania każdego kierowcy za przekroczenie prędkości o kilka kilometrów na godzinę.
Ale od państwa pobierającego od obywateli dziesiątki miliardów złotych na funkcjonowanie administracji i służb mamy prawo oczekiwać jednego:
żeby reagowało na jawne i powtarzające się zagrożenia, zanim ktoś zginie.
Dlatego kierujemy publiczne pytania do Policji:
Czy Policja zna profil „Ligusia69”?
Czy przed 26 sierpnia 2026 r. otrzymywała zgłoszenia dotyczące publikowanych tam nagrań?
Czy ustalano osobę kierującą pojazdem?
Czy analizowano poszczególne nagrania pod kątem wykroczeń lub przestępstw?
Czy prowadzono albo prowadzi się obecnie czynności w tej sprawie?
Jeżeli nie — dlaczego?
I wreszcie:
czy zainteresowanie sprawą pojawi się dopiero teraz, kiedy opisują ją ogólnopolskie media?
Nie pytajmy po kolejnej tragedii: „jak to było możliwe?”
Bo właśnie tak powstają później najbardziej irytujące pytania:
„Jak to możliwe, że wcześniej nikt nie zareagował?”
Po tragedii nagle znajdują się filmy.
Znajdują się wpisy.
Znajdują się świadkowie.
Media odtwarzają wcześniejsze zachowania kierowcy.
Wszyscy zastanawiają się, dlaczego wcześniej niczego nie zrobiono.
Dlatego właśnie teraz jest moment na reakcję.
Nie po wypadku.
Nie po śmierci niewinnych ludzi.
Nie po konferencji prasowej.
Teraz.
Jeżeli materiały opisane przez BRD24 rzeczywiście dokumentują wykroczenia, powinny zostać rzetelnie przeanalizowane, a ich autor — tak jak każdy obywatel — powinien odpowiedzieć za te zachowania, których karalność nie ustała i które można mu zgodnie z prawem udowodnić.
A jeżeli Policja uzna, że nie ma podstaw do działania, powinna społeczeństwu jasno wyjaśnić dlaczego.
Państwo prawa nie może działać dopiero wtedy, kiedy na asfalcie pojawią się znicze.
SEO
Tytuł SEO: Pirat drogowy w BMW publikuje szalone przejazdy. Gdzie jest Policja?
Fraza kluczowa: pirat drogowy BMW Warszawa
Dodatkowe frazy: Ligusia69, Radosław S., pirat drogowy Warszawa, niebezpieczna jazda BMW, Policja piraci drogowi, Stop Agresji Drogowej, szaleńcza jazda BMW, państwo z kartonu, bezkarność kierowców
Meta description: Kierowca BMW publikuje w sieci nagrania z niebezpiecznych przejazdów. Według BRD24 robi to od ponad roku. Dlaczego Policja wcześniej nie reagowała i czy państwo zadziała dopiero po tragedii?



