Dlaczego państwo nie potrafi skutecznie egzekwować stref ciszy?
Komentarz | NiesprawiedliwaPolska.pl
Każdego lata ten sam scenariusz powtarza się na polskich jeziorach. Rodziny z dziećmi, wędkarze, kajakarze i żeglarze przyjeżdżają nad wodę, aby odpocząć od miejskiego hałasu. Wielu wybiera właśnie akweny objęte tzw. strefą ciszy, gdzie obowiązują ograniczenia lub zakazy używania jednostek z silnikami spalinowymi.
Mija jednak zaledwie kilka godzin i nad wodą rozlega się ryk kilkusetkonnych silników. Skutery wodne wykonują gwałtowne manewry, motorówki pędzą z dużą prędkością tuż obok kąpiących się, a fale rozbijają się o pomosty i niewielkie łodzie.
Najbardziej irytujące nie jest jednak samo zachowanie części motorowodniaków.
Najbardziej irytujące jest to, że wielu z nich sprawia wrażenie, jakby doskonale wiedzieli, że ryzyko poniesienia odpowiedzialności jest niewielkie.
Przepisy istnieją. Problemem jest ich egzekwowanie
Polskie prawo pozwala radom powiatów ustanawiać zakazy lub ograniczenia używania jednostek napędzanych silnikami spalinowymi na jeziorach przeznaczonych do rekreacji i wypoczynku.
Ministerstwo Infrastruktury prowadzi nawet ogólnopolskie zestawienie takich akwenów. Obejmuje ono setki jezior w całej Polsce – od Mazur, przez Wielkopolskę, Pomorze, aż po Dolny Śląsk.
Teoretycznie wszystko wygląda dobrze.
W praktyce wielu mieszkańców regionów turystycznych twierdzi, że przepisy są przestrzegane głównie przez osoby uczciwe.
Mazury. Kolejny przykład z Jeziora Sutapie Wielkie
W lipcu 2026 roku lokalne media przypomniały o obowiązujących ograniczeniach na Jeziorze Sutapie Wielkie koło Mrągowa.
Zwrócono uwagę, że niewielki akwen nie jest miejscem przeznaczonym do pływania skuterami wodnymi ani szybkimi jednostkami z silnikami spalinowymi. Powodem są zarówno lokalne regulacje, jak i charakter samego jeziora – niewielka powierzchnia oraz bezpieczeństwo innych użytkowników.
Informacja pojawiła się dlatego, że problem był zauważalny również w praktyce.
Nie bez powodu lokalni mieszkańcy postanowili ponownie przypomnieć obowiązujące przepisy.
Kartuzy. Mieszkańcy powiedzieli: „Dość”
Podobna sytuacja występuje na Pomorzu.
W 2026 roku Polski Związek Wędkarski wystąpił z petycją o objęcie kartuskich jezior strefą ciszy.
Dlaczego?
Bo mieszkańcy mieli dość coraz większej liczby skuterów wodnych oraz motorówek zakłócających wypoczynek.
Lokalne media opisywały konflikt pomiędzy osobami szukającymi ciszy a użytkownikami szybkich jednostek. Samorząd rozpoczął analizę możliwości wprowadzenia nowych ograniczeń.
To pokazuje, że problem nie dotyczy jednego jeziora.
Dotyczy całej Polski.
Wielkopolska. Powidzkie – tam służby reagują natychmiast
Ciekawy przykład opisano również w 2026 roku w przewodniku dla motorowodniaków.
Autorzy zwracają uwagę, że wielu użytkowników skuterów nadal kieruje się starymi informacjami z Internetu.
Przykładem jest Jezioro Powidzkie, gdzie obowiązuje zakaz używania silników spalinowych.
Według opisywanych relacji próby wodowania skutera kończą się szybką reakcją odpowiednich służb. Autorzy podkreślają, że ignorowanie przepisów może skutkować interwencją już na początku korzystania z akwenu.
To dowód, że egzekwowanie prawa jest możliwe.
Pytanie brzmi:
Dlaczego nie wszędzie wygląda to równie skutecznie?
Coraz więcej jezior z ograniczeniami
W 2025 i 2026 roku pojawiało się coraz więcej publikacji przypominających właścicielom motorówek i skuterów, że liczba jezior objętych zakazami stale rośnie.
Eksperci podkreślają, że nie chodzi wyłącznie o ochronę przyrody.
Równie ważne są:
- bezpieczeństwo kąpiących się,
- ochrona żeglarzy,
- komfort kajakarzy,
- ograniczenie hałasu,
- spokojny wypoczynek mieszkańców i turystów.
Autorzy opracowań przypominają, że naruszenie lokalnych zakazów może skutkować mandatem lub skierowaniem sprawy do sądu.
Problem nie dotyczy wszystkich motorowodniaków
Warto to wyraźnie podkreślić.
Ogromna część właścicieli motorówek przestrzega prawa.
Sprawdza mapy stref ciszy.
Korzysta wyłącznie z akwenów przeznaczonych do sportów motorowodnych.
Nie wpływa na jeziora objęte zakazami.
Problemem jest niewielka grupa osób, które świadomie ignorują przepisy.
I właśnie przez nich cierpi wizerunek całego środowiska.
Dlaczego ludzie łamią przepisy?
Bo często kalkulują.
Jeżeli prawdopodobieństwo kontroli jest niewielkie, część osób uznaje, że warto zaryzykować.
To mechanizm znany z ruchu drogowego.
Kierowca przekraczający prędkość również liczy, że nie spotka patrolu Policji.
Na wodzie działa dokładnie ten sam schemat.
Najbardziej cierpią ci, którzy przestrzegają prawa
Wyobraźmy sobie rodzinę z małymi dziećmi.
Wybrała jezioro objęte strefą ciszy.
Liczyła na spokojny wypoczynek.
Po godzinie obok plaży pojawia się skuter wodny.
Hałas.
Fale.
Zapach spalin.
Dzieci przestają się kąpać.
Kajakarze muszą schodzić z toru.
Wędkarze tracą cały poranek.
A sprawca po kilku minutach odpływa.
Bez konsekwencji.
Państwo prawa nie może działać wybiórczo
Nie wystarczy uchwalić zakaz.
Nie wystarczy postawić tablicę.
Nie wystarczy napisać regulaminu.
Jeżeli przepisy nie są egzekwowane, przestają być traktowane poważnie.
To prowadzi do bardzo niebezpiecznego zjawiska.
Ludzie zaczynają uważać, że:
- przepisy obowiązują tylko uczciwych,
- zakazy są tylko sugestią,
- wystarczy być bezczelnym.
Tak właśnie rodzi się społeczne przyzwolenie na łamanie prawa.
Opinia redakcji
Nie jesteśmy przeciwnikami motorówek ani skuterów wodnych. W Polsce istnieje wiele akwenów, na których można legalnie uprawiać sporty motorowodne, i tam ich użytkownicy powinni mieć możliwość korzystania z infrastruktury zgodnie z obowiązującymi przepisami.
Jednak równie ważne jest poszanowanie miejsc przeznaczonych do spokojnego wypoczynku. Jeżeli dane jezioro zostało objęte strefą ciszy lub zakazem używania silników spalinowych, nie jest to kwestia uznaniowa. To obowiązujące prawo, które powinno być respektowane przez wszystkich.
Historia pokazuje, że tam, gdzie przepisy są konsekwentnie egzekwowane – jak opisują przykłady z części akwenów w Wielkopolsce – liczba naruszeń wyraźnie spada. Tam natomiast, gdzie kontrole są sporadyczne, mieszkańcy i turyści wciąż zgłaszają te same problemy sezon po sezonie.
Państwo prawa nie polega na tworzeniu kolejnych zakazów. Polega na tym, aby obowiązujące przepisy były przestrzegane przez wszystkich – niezależnie od tego, czy ktoś pływa kajakiem, żaglówką, czy skuterem wodnym. Tylko wtedy strefy ciszy pozostaną miejscami rzeczywiście służącymi wypoczynkowi, a nie kolejnym przykładem prawa, które istnieje wyłącznie na papierze.



