Aleksandrów Łódzki: pięć lat po tragedii prawomocnie skazana sprawczyni śmiertelnego wypadku wciąż nie rozpoczęła odbywania kary
Komentarz redakcyjny | NiesprawiedliwaPolska.pl
Trzy osoby nie żyją. Czworo dzieci straciło rodziców. Zapadł prawomocny wyrok pięciu lat bezwzględnego więzienia. Mimo to skazana nadal pozostaje na wolności.
Sprawa Agnieszki Z., która w maju 2021 roku doprowadziła w Aleksandrowie Łódzkim do czołowego zderzenia z dwoma motocyklami, wywołuje coraz większe oburzenie. Nie tylko z powodu tragicznych skutków samego wypadku, lecz także dlatego, że wykonanie prawomocnej kary zostało już kolejny raz odroczone.
W przestrzeni publicznej pojawiają się zarzuty, że córka zamożnych łódzkich lekarzy może korzystać z możliwości niedostępnych dla przeciętnego obywatela. Nie ma jednak publicznie przedstawionego dowodu, że decyzje sądów zostały podjęte pod wpływem jej rodziców lub znajomości. Są natomiast konkretne fakty: skazana korzystała z pomocy trzech obrońców, najpierw uzyskała odroczenie kary, aby ukończyć staż stomatologiczny, a następnie kolejne odroczenie ze względów zdrowotnych. Prokuratura sprzeciwiała się obu decyzjom.
I właśnie te fakty wystarczają, by postawić pytanie:
czy tak samo potraktowano by zwykłego człowieka bez pieniędzy, rodzinnego zaplecza i zespołu prawników?
120 km/h w miejscu, gdzie obowiązywało 50 km/h
Do tragedii doszło 8 maja 2021 roku w Aleksandrowie Łódzkim. Agnieszka Z., wówczas 23-letnia studentka stomatologii, jechała samochodem terenowym ulicą, na której obowiązywało ograniczenie prędkości do 50 km/h.
Według ustaleń przedstawianych w toku postępowania rozpędziła samochód do około 120 km/h i rozpoczęła wyprzedzanie kolejnych pojazdów. Zjechała na pas przeznaczony dla ruchu z przeciwnego kierunku, gdzie nadjeżdżały dwa motocykle. Doszło do czołowego zderzenia.
Przemysław Bartczak i Tomasz Gasztka zginęli na miejscu. Beata Juszczak, pasażerka jednego z motocykli, zmarła w szpitalu wskutek odniesionych obrażeń. Ofiary pozostawiły łącznie czworo dzieci.
Nie był to więc drobny błąd, stłuczka ani chwilowe zagapienie. Skutkiem skrajnie niebezpiecznej jazdy była śmierć trzech osób i dramat kilku rodzin.
Oskarżona nie przyznawała się do winy
Agnieszka Z. podczas procesu nie przyznała się do winy. Jej obrona próbowała podważać odpowiedzialność skazanej i wskazywać również na prędkość motocyklistów. Sąd uznał jednak, że odpowiedzialność za spowodowanie śmiertelnego wypadku ponosi kierująca samochodem.
Proces przed Sądem Rejonowym w Zgierzu trwał około trzech lat. W marcu 2024 roku zapadł wyrok pięciu lat pozbawienia wolności. Sąd orzekł również siedmioletni zakaz prowadzenia pojazdów oraz świadczenia finansowe na rzecz bliskich ofiar. Prokuratura domagała się siedmiu lat więzienia, natomiast obrona zabiegała o uniewinnienie.
Od wyroku odwołały się obie strony. W kwietniu 2025 roku Sąd Okręgowy w Łodzi utrzymał karę pięciu lat więzienia. Wyrok stał się prawomocny.
Wydawało się wtedy, że po czterech latach od tragedii sprawa wreszcie dobiega końca, a skazana rozpocznie odbywanie kary.
Tak się jednak nie stało.
Najpierw staż stomatologiczny
Po uprawomocnieniu się wyroku sąd zgodził się odroczyć wykonanie kary, aby Agnieszka Z. mogła ukończyć staż stomatologiczny.
Prokuratura sprzeciwiała się tej decyzji, argumentując, że sprawy edukacyjne i zawodowe nie powinny mieć pierwszeństwa przed wykonaniem prawomocnie orzeczonej kary pozbawienia wolności. Zażalenie prokuratury nie przyniosło jednak zmiany decyzji.
Ten etap sprawy szczególnie oburzył rodziny ofiar.
Dlaczego interes zawodowy skazanej miał zostać uznany za tak ważny, że pozwolił jej pozostać na wolności?
Rodzice, dzieci i partnerzy ofiar nie mogli odroczyć żałoby. Nie mogli poprosić o dodatkowy rok z bliskimi. Nie mogli przesunąć tragedii na dogodniejszy termin.
Skazana mogła natomiast dokończyć staż.
Kolejne odroczenie – tym razem ze względu na zdrowie
Kiedy pierwsze odroczenie zbliżało się do końca, obrona złożyła kolejny wniosek, tym razem wskazując na stan zdrowia psychicznego skazanej.
9 czerwca 2026 roku Sąd Rejonowy w Zgierzu odroczył wykonanie pięcioletniej kary o następny rok. Podstawą była opinia biegłego psychiatry, według którego aktualny stan zdrowia Agnieszki Z. nie pozwalał jej rozpocząć odbywania kary. Szczegóły dokumentacji medycznej pozostają niejawne.
W doniesieniach medialnych pojawiły się nieoficjalne informacje, że chodzi o depresję, jednak sąd nie ujawnił rozpoznania. Dlatego nie można przedstawiać tej informacji jako potwierdzonego faktu.
Nie wolno również lekceważyć chorób psychicznych. Depresja może być poważną i zagrażającą życiu chorobą. Nie oznacza to jednak, że opinia medyczna i decyzja sądu nie mogą być poddawane kontroli procesowej – zwłaszcza w sprawie, w której wykonanie prawomocnej kary jest odkładane po raz kolejny.
Prokuratura: opinia była niejasna i wewnętrznie sprzeczna
Prokuratura Okręgowa w Łodzi oficjalnie zaskarżyła decyzję o kolejnym odroczeniu.
Śledczy wskazali, że opinia biegłego, na której oparł się sąd, była w ich ocenie niejasna i wewnętrznie sprzeczna. Prokuratura domagała się uzupełnienia materiału oraz przeprowadzenia dodatkowej oceny przez innych specjalistów. Sąd Rejonowy w Zgierzu nie uwzględnił tego stanowiska i odroczył karę na rok.
W mediach pojawiła się także informacja, że prokuratura podnosiła w zażaleniu kwestię możliwych powiązań biegłego ze środowiskiem medycznym rodziny skazanej. Jest to zarzut procesowy przedstawiany przez oskarżyciela, a nie prawomocnie potwierdzone ustalenie o jakiejkolwiek nieuczciwości biegłego.
Ostateczną decyzję w sprawie zażalenia ma podjąć Sąd Okręgowy w Łodzi. Według informacji opublikowanych w lipcu 2026 roku termin rozpoznania zażalenia został wyznaczony na koniec tego miesiąca.
Trzech obrońców i rodzina lekarzy
Media zwracają uwagę, że Agnieszka Z. jest córką znanych łódzkich lekarzy. Jej matka jest dentystką i prowadzi prywatną klinikę, a ojciec jest lekarzem internistą. W procesie skazana korzystała z pomocy trzech obrońców, czyli maksymalnej dopuszczalnej liczby.
Samo posiadanie zamożnych rodziców, korzystanie z pomocy kilku adwokatów ani wykonywanie zawodu medycznego przez członków rodziny nie jest niczym nielegalnym. Każdy oskarżony ma prawo do profesjonalnej obrony i wykorzystywania przysługujących mu środków prawnych.
Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy możliwości finansowe jednej strony prowadzą do sytuacji, której zwykły obywatel prawdopodobnie nie byłby w stanie osiągnąć.
Przeciętny skazany często nie ma środków na kilku obrońców, prywatne opinie specjalistów, wieloletnie postępowania i kolejne wnioski. Formalnie prawo jest takie samo dla wszystkich. W praktyce zdolność do korzystania ze wszystkich jego mechanizmów zależy często od pieniędzy, wiedzy oraz dostępu do najlepszych prawników.
Co wydarzyło się na miejscu wypadku?
Dodatkowe emocje wywołały ustalenia reportażu programu „Uwaga!” TVN.
Według relacji jednego z uczestników akcji ratunkowej ojciec Agnieszki Z. pojawił się na miejscu tragedii i udał się bezpośrednio do samochodu córki, mimo że służby prowadziły dramatyczną akcję ratunkową. Rozmówca TVN zaznaczył jednocześnie, że nie widział, co dokładnie mężczyzna robił wewnątrz pojazdu. W reportażu podano również, że z wideorejestratora zniknęła karta pamięci.
Nie ma podstaw, aby na podstawie tej relacji twierdzić, że ojciec skazanej zabrał kartę lub ingerował w dowody. Sam rozmówca nie widział takiego działania. Okoliczność została jednak zauważona również przez sąd odwoławczy, który krytycznie oceniał zachowanie i postawę otoczenia oskarżonej.
Sąd odwoławczy krytycznie o postawie skazanej
Podczas postępowania apelacyjnego sąd nie tylko utrzymał wyrok, ale także ostro ocenił zachowanie Agnieszki Z.
Według relacji mediów sędzia uznał wniosek o uniewinnienie za całkowicie nieuzasadniony i wskazywał na brak dostatecznej refleksji nad tragedią. Sąd zwrócił uwagę, że skazana zdawała się koncentrować przede wszystkim na swoim losie, podczas gdy trzy osoby straciły życie, a ich dzieci zostały osierocone.
Obrona ma pełne prawo wnioskować o uniewinnienie. Oskarżony nie ma prawnego obowiązku przyznawania się do winy ani obciążania samego siebie.
Jednocześnie sąd przy wymiarze kary i ocenie postawy sprawcy może analizować jego zachowanie po zdarzeniu, stosunek do ofiar oraz rzeczywistą refleksję nad skutkami własnych działań.
Pięć lat więzienia za śmierć trzech osób
Już sam wymiar kary wzbudził sprzeciw bliskich ofiar.
Prokuratura domagała się siedmiu lat pozbawienia wolności. Za zarzucony czyn sprawczyni groziło do ośmiu lat. Ostatecznie sądy obu instancji orzekły pięć lat.
Rodziny zmarłych uznały tę karę za zbyt łagodną.
Trudno się temu dziwić. Trzy osoby zginęły w wyniku jazdy z prędkością ponad dwukrotnie wyższą od dozwolonej i niebezpiecznego wyprzedzania. Sprawczyni nie była pod wpływem alkoholu i nie działała z zamiarem zabicia kogokolwiek, dlatego odpowiadała za nieumyślne spowodowanie śmiertelnego wypadku, a nie za zabójstwo.
Z punktu widzenia rodzin ofiar różnica prawna nie zmienia jednak podstawowego faktu: ich bliscy wyszli z domu i już nigdy nie wrócili.
Od wypadku minęło ponad pięć lat
Wypadek wydarzył się w maju 2021 roku.
Wyrok pierwszej instancji zapadł w marcu 2024 roku.
Wyrok stał się prawomocny w kwietniu 2025 roku.
W 2025 roku wykonanie kary odroczono ze względu na staż stomatologiczny.
W czerwcu 2026 roku sąd przyznał kolejne roczne odroczenie ze względu na stan zdrowia.
Po ponad pięciu latach od tragedii skazana nadal nie rozpoczęła odbywania kary.
Wyrok formalnie istnieje. Kara została prawomocnie orzeczona. Jednocześnie dla rodzin ofiar może ona wyglądać jak zapis, który przez kolejne decyzje sądowe wciąż nie jest wykonywany.
Czy wpływowi rodzice pomogli uniknąć więzienia?
Tego na podstawie dostępnych materiałów nie można uczciwie stwierdzić.
Nie przedstawiono publicznego dowodu na to, że rodzice skazanej wywierali bezprawny nacisk na sędziów, prokuratorów lub biegłych. Nie można więc pisać jako o fakcie, że Agnieszka Z. nie trafiła do więzienia „dzięki znajomościom”.
Można natomiast powiedzieć, że jej sytuacja rodzinna i finansowa pozwoliła jej korzystać z rozbudowanej, wieloetapowej obrony. Można również pytać, czy przeciętny skazany uzyskałby odroczenie bezwzględnej kary najpierw z powodu stażu zawodowego, a później na podstawie opinii, którą prokuratura uznaje za niejasną i sprzeczną.
To pytanie o równość szans przed sądem, a nie automatyczny dowód korupcji lub układów.
System, który niszczy zaufanie do sprawiedliwości
Największym problemem tej sprawy jest wrażenie całkowitego odwrócenia proporcji.
Rodziny ofiar straciły wszystko.
Skazana otrzymała czas na ukończenie stażu.
Później otrzymała kolejny rok wolności.
Prokuratura kwestionuje podstawę tej decyzji.
A opinia publiczna kolejny raz obserwuje, jak prawomocna kara więzienia może pozostawać niewykonana przez wiele miesięcy.
Nie chodzi o żądanie zemsty ani ignorowanie praw skazanej. Każda osoba, także prawomocnie skazana, ma prawo do leczenia, obrony i humanitarnego traktowania. Zakłady karne dysponują jednak służbą zdrowia, a w szczególnych przypadkach skazani mogą być leczeni w odpowiednio zabezpieczonych placówkach.
Społeczeństwo ma prawo oczekiwać jasnego wyjaśnienia, dlaczego w tej konkretnej sprawie wykonanie kary jest niemożliwe i dlaczego interes skazanej już wcześniej został postawiony ponad koniecznością rozpoczęcia odbywania prawomocnego wyroku.
Opinia redakcji Niesprawiedliwej Polski
Sprawa Agnieszki Z. jest symbolem jednego z największych problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości: prawo może być formalnie jednakowe, ale dostęp do skutecznego korzystania z jego procedur nie jest równy.
Bogaty i dobrze reprezentowany skazany może składać kolejne wnioski, zlecać opinie, angażować kilku obrońców i walczyć o każdy miesiąc wolności.
Zwykły człowiek często dowiaduje się o możliwościach prawnych dopiero wtedy, gdy jest już za późno.
Nie można bez dowodów oskarżać rodziców Agnieszki Z. o sterowanie sądem. Można jednak zdecydowanie powiedzieć, że obraz tej sprawy jest społecznie dewastujący. Trzy osoby nie żyją, prawomocna kara nadal nie jest wykonywana, a uzasadnienie kolejnego odroczenia jest kwestionowane przez prokuraturę.
Jeżeli Sąd Okręgowy w Łodzi utrzyma decyzję, powinien szczegółowo i przekonująco wyjaśnić opinii publicznej, dlaczego nie można zapewnić skazanej leczenia podczas odbywania kary oraz dlaczego roczne odroczenie było rozwiązaniem koniecznym.
W przeciwnym razie pozostanie przekonanie, że w Polsce więzienie zaczyna się natychmiast przede wszystkim dla tych, którzy nie mają pieniędzy, dobrych prawników i odpowiedniego zaplecza.
A wtedy prawomocny wyrok przestaje być symbolem sprawiedliwości.
Staje się jedynie dokumentem, którego wykonanie można skutecznie odkładać.



