Ponad 2 promile, dożywotni zakaz prowadzenia i trzy listy gończe – a mimo tego znowu za kierownicą Porsche. 2,5 promila i śmiertelny wypadek. Kierowca z sądowym zakazem uczestniczący w nielegalnym wyścigu. Prawie 2 promile i BMW wbite w ogrodzenie. 2,4 promila i ucieczka po kolizji. Alkohol, narkotyki i dalszy pobyt w Polsce pomimo wcześniejszej decyzji o wydaleniu. To nie scenariusze filmu, lecz sprawy obywateli Ukrainy odnotowane w Polsce w 2026 roku. Nie wolno na ich podstawie obarczać odpowiedzialnością całej ukraińskiej społeczności. Wolno natomiast zapytać: dlaczego w części tych historii sprawca zdążył złamać prawo kolejny raz, zanim państwo skutecznie odsunęło go od polskich dróg?
Pijani Ukraińcy na polskich drogach w 2026 roku – przypadków nie można ignorować
Temat pijanych kierowców w Polsce nie ma jednej narodowości. Polacy również powodują tragiczne wypadki po alkoholu i narkotykach i statystyczna ocena problemu wymagałaby zestawienia liczby zdarzeń z liczebnością poszczególnych grup.
Ten artykuł dotyczy jednak konkretnego zjawiska: głośnych przypadków obywateli Ukrainy, którzy w 2026 roku zostali zatrzymani za jazdę po alkoholu lub byli uczestnikami poważnych zdarzeń drogowych, a w niektórych przypadkach wcześniej mieli już sądowe zakazy, konflikty z prawem albo nawet decyzje nakazujące opuszczenie Polski.
To właśnie recydywa i nieskuteczność wcześniejszych sankcji są najbardziej niepokojące.
Najświeższa sprawa z Włodawy jest niemal podręcznikowym przykładem tego problemu.
Włodawa: Porsche, ponad 2 promile, dożywotni zakaz i trzy listy gończe
We wrześniu 2026 roku we Włodawie doszło do zdarzenia, które powinno wywołać poważną dyskusję o skuteczności polskiego wymiaru sprawiedliwości.
31-letni obywatel Ukrainy miał prowadzić Porsche. Samochód uderzył w drzewo, a gdy policjanci dotarli na miejsce, nikogo przy aucie już nie było.
Funkcjonariusze odnaleźli kierowcę oraz pasażera idących drogą.
Badanie 31-latka wykazało ponad 2 promile alkoholu.
Dopiero sprawdzenie jego danych pokazało pełny obraz sytuacji.
Mężczyzna miał już wcześniej kilkukrotnie prowadzić samochód po alkoholu na Dolnym Śląsku.
Obowiązywał go dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Co więcej, był poszukiwany trzema listami gończymi, między innymi w celu odbycia kary i ustalenia miejsca pobytu.
Mimo tego ponownie znalazł się za kierownicą.
Porsche dodatkowo nie posiadało ważnych badań technicznych.
Mężczyzna został tymczasowo aresztowany.
I właśnie tutaj pojawia się fundamentalne pytanie:
jak osoba poszukiwana trzema listami gończymi, wcześniej karana za jazdę po alkoholu i objęta dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów mogła po raz kolejny jeździć samochodem po Polsce?
To już nie jest wyłącznie problem pijanego kierowcy.
To pytanie o skuteczność państwa.
Mszczonów: ponad 2,5 promila, ogromna prędkość i śmierć pasażera
Jedna z najtragiczniejszych tegorocznych spraw wydarzyła się 12 kwietnia w gminie Mszczonów.
Według Prokuratury Okręgowej w Płocku obywatel Ukrainy kierował Audi, mając ponad 2,5 promila alkoholu we krwi.
Na drodze, na której obowiązywało ograniczenie do 90 km/h, miał poruszać się z prędkością co najmniej dwukrotnie większą.
Podczas wyprzedzania stracił panowanie nad Audi.
Samochód z ogromną siłą uderzył w drzewo.
Pasażer zginął na miejscu.
Kierowca został zatrzymany, a prokuratura przedstawiła mu zarzuty prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości oraz spowodowania śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości i przy rażącym naruszeniu zasad ruchu drogowego.
Został tymczasowo aresztowany.
Według prokuratury grozi mu od 5 do 20 lat pozbawienia wolności.
Tutaj polskie państwo zareagowało zdecydowanie.
Tyle że stało się to po śmierci człowieka.
Lublin: śmiertelne potrącenie na przejściu i ucieczka
Kolejna tragiczna historia wydarzyła się w czerwcu w Lublinie.
55-letni obywatel Ukrainy kierujący Volkswagenem miał potrącić na oznakowanym przejściu dla pieszych 68-letniego mężczyznę.
Samochód zatrzymał się dopiero kilkaset metrów dalej.
Według policji kierowca i pasażerowie opuścili samochód, nie udzielając pomocy ciężko rannemu człowiekowi.
68-latek zmarł w szpitalu.
Policja ustaliła, że autem podróżowało trzech mężczyzn: dwóch obywateli Ukrainy oraz obywatel Rosji.
W chwili zatrzymania wszyscy byli nietrzeźwi – policja informowała o wynikach od około jednego do 2,5 promila.
Policja ustaliła, że samochodem kierował 55-letni Ukrainiec.
Usłyszał zarzut spowodowania śmiertelnego wypadku, ucieczki z miejsca zdarzenia oraz nieudzielenia pomocy. Został tymczasowo aresztowany.
Grozi mu nawet 20 lat więzienia.
W przypadku 39-letniego obywatela Ukrainy, który miał odpowiadać za nieudzielenie pomocy, policja zapowiedziała wystąpienie do Straży Granicznej o deportację.
Siechnice: sądowy zakaz, nielegalny wyścig i siedem osób w Audi
Noc z 30 na 31 lipca 2026 roku.
Siechnice na Dolnym Śląsku.
21-letni obywatel Ukrainy prowadzi Audi.
Według ustaleń prokuratury ciąży na nim już sądowy zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów.
Mimo to jedzie.
W samochodzie znajduje się aż sześciu pasażerów.
Według prokuratury kierowca miał uczestniczyć z innym samochodem w nielegalnym wyścigu.
Na łuku drogi stracił panowanie nad samochodem, zjechał na pobocze, uderzył w znak, a następnie w drzewo.
Cztery pasażerki odniosły obrażenia.
Media, powołując się na informacje policji, podawały dodatkowo, że jedna z kobiet podróżowała w bagażniku i doznała między innymi złamania kręgosłupa.
Prokuratura określiła zachowanie podejrzanego jako czyn o bardzo wysokim stopniu społecznej szkodliwości.
Sąd zastosował trzymiesięczny areszt.
I ponownie mamy ten sam element:
sąd wcześniej zakazał człowiekowi prowadzenia samochodu. Mimo tego człowiek ponownie znalazł się za kierownicą.
Rzeczyce: 1,8 promila, zakaz prowadzenia i dziesięć uszkodzonych samochodów
15 sierpnia nad jeziorem Dzierżno Duże doszło do kolejnego spektakularnego zdarzenia.
30-letni obywatel Ukrainy kierujący Volvo miał około 1,8 promila alkoholu.
Miał również obowiązujący zakaz prowadzenia pojazdów.
Według medialnych relacji opartych na informacjach policji kierowca uszkodził aż 10 samochodów.
Co szczególnie znamienne – jego dalszej jazdy nie zakończył elektroniczny system kontroli przestrzegania zakazów ani automatyczne działanie państwa.
Zatrzymali go ludzie znajdujący się nad jeziorem.
Świadkowie zabrali kierowcy kluczyki i przekazali go policji.
Znów zadziałał obywatel.
Dopiero później zadziałało państwo.
Łowicz: 2,4 promila, sądowy zakaz i samochód na miejskiej plaży
1 sierpnia w Łowiczu 59-letni obywatel Ukrainy wjechał samochodem przez wały przeciwpowodziowe na teren miejskiej plaży.
Na miejscu zareagowali świadkowie.
Zabrali kierowcy kluczyki i wezwali policję.
Badanie wykazało 2,4 promila alkoholu.
Policjanci ustalili następnie, że mężczyzna posiadał już czynny sądowy zakaz prowadzenia pojazdów.
Prokuratura postawiła mu zarzuty, a sąd zdecydował o trzymiesięcznym areszcie.
Policja zapowiedziała również wystąpienie do Straży Granicznej w sprawie zobowiązania cudzoziemca do powrotu.
To kolejny przypadek pokazujący, że sam sądowy zakaz nie jest fizyczną barierą uniemożliwiającą ponowne prowadzenie samochodu.
Środa Śląska: alkohol, marihuana i wcześniejsza decyzja o wydaleniu z Polski
Szczególnie zastanawiający jest przypadek ujawniony na początku sierpnia przez dolnośląską policję.
29-letni obywatel Ukrainy został zatrzymany podczas kontroli na terenie gminy Miękinia.
Miał ponad pół promila alkoholu.
Przy mężczyźnie policjanci znaleźli również marihuanę.
Ponieważ jego zachowanie wzbudziło podejrzenie, że mógł znajdować się także pod wpływem środków odurzających, pobrano mu krew do badań.
Nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdów.
Ford, którym jechał, nie miał ważnych badań technicznych.
Ale najciekawsze wyszło na jaw podczas sprawdzania danych.
Według policji wobec mężczyzny obowiązywała już decyzja o wydaleniu z Polski.
A jednak nadal znajdował się na terytorium RP i prowadził samochód.
Został przekazany Straży Granicznej.
To jeden z przypadków, które najmocniej uzasadniają pytanie o skuteczność egzekucji decyzji administracyjnych.
Rudniki: 19 lat, prawie 2 promile i BMW w ogrodzeniu
W lipcu zawierciańscy policjanci zostali wezwani do Rudnik.
BMW wjechało tam w ogrodzenie posesji.
Za kierownicą znajdował się 19-letni obywatel Ukrainy.
Według policji mężczyzna bełkotał i nie był nawet w stanie samodzielnie wysiąść z samochodu.
Badanie wykazało prawie 2 promile alkoholu.
Okazało się również, że nie był to jego pierwszy konflikt z prawem.
Policja informowała, że był podejrzany o wcześniejsze krótkotrwałe użycie cudzego pojazdu i porzucenie go po kolizji.
Nie posiadał również uprawnień do kierowania.
Wobec wielokrotnego naruszania prawa policja rozpoczęła procedurę wydalenia z Polski.
Chełmek: 2,4 promila, kolizja, ucieczka i kryjówka w piwnicy
14 lipca w Chełmku doszło do kolizji dwóch samochodów.
Kierowca jednego z nich odjechał.
Policjanci ustalili, że podejrzany porzucił uszkodzonego Forda i uciekł do jednego z bloków.
Funkcjonariusze znaleźli go w piwnicy.
46-letni obywatel Ukrainy przyznał, że wcześniej uczestniczył w kolizji.
Badanie wykazało 2,4 promila alkoholu.
Nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdów.
Koszalin: BMW, 2,5 promila i kolizja
Do podobnego zdarzenia doszło już w marcu w Koszalinie.
44-letni obywatel Ukrainy kierujący BMW spowodował kolizję.
Badanie wykazało u niego blisko 2,5 promila alkoholu.
Nie posiadał prawa jazdy.
Policjanci zatrzymali go i umieścili w policyjnym areszcie.
Maków Podhalański: ponad 2 promile. Znowu zareagował świadek
25 czerwca kierowca Audi poruszający się DK28 wzbudził podejrzenia innego uczestnika ruchu.
Świadek zadzwonił na policję.
Samochód został zatrzymany w Suchej Beskidzkiej.
Za kierownicą siedział 33-letni obywatel Ukrainy.
Badanie wykazało ponad 2 promile alkoholu.
Znów warto zauważyć mechanizm: potencjalnie niebezpiecznego kierowcę pomogła wyeliminować z drogi reakcja przypadkowego obywatela.
Lublin: ponad 2 promile i przyjazd samochodem po dziecko
W kwietniu głośno było o kolejnym zdarzeniu w Lublinie.
37-letni obywatel Ukrainy przyjechał samochodem po dziecko do przedszkola.
Pracownicy placówki zauważyli jego zachowanie i wyczuli alkohol.
Wezwali policję.
Badanie wykazało ponad 2 promile.
Co więcej, w samochodzie znajdował się jego 11-letni syn.
Mężczyzna usłyszał zarzuty dotyczące nie tylko prowadzenia samochodu w stanie nietrzeźwości, ale również narażenia dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia.
W tym przypadku konsekwencje administracyjne były zdecydowane – uruchomiono procedurę zobowiązania cudzoziemca do powrotu.
Zosin: ponad 3 promile. Tutaj deportacja nastąpiła szybko
W czerwcu Straż Graniczna zatrzymała na przejściu w Zosinie 54-letniego obywatela Ukrainy.
Funkcjonariusz podczas kontroli wyczuł alkohol.
Badanie wykazało ponad 3 promile.
Mężczyzna został zatrzymany.
Po przeprowadzeniu postępowania administracyjnego Straż Graniczna uznała, że jego dalszy pobyt stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Został doprowadzony do granicy i przekazany ukraińskim służbom.
Otrzymał pięcioletni zakaz wjazdu do Polski i pozostałych państw strefy Schengen.
Ten przypadek jest ważny, ponieważ pokazuje drugą stronę problemu.
Państwo potrafi działać zdecydowanie, kiedy odpowiednie procedury zostaną uruchomione i wykonane.
Łuków: alkohol i jazda pomimo sądowego zakazu. Siedem lat zakazu wjazdu
Jeszcze mocniejszą reakcję zastosowano w sierpniu wobec 43-letniego obywatela Ukrainy.
Mężczyzna prowadził samochód pod wpływem alkoholu, mimo wcześniejszego sądowego zakazu.
Straż Graniczna uznała, że jego dalszy pobyt w Polsce stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego.
Został doprowadzony do granicy i przekazany stronie ukraińskiej.
Otrzymał siedmioletni zakaz ponownego wjazdu do Polski oraz innych państw strefy Schengen.
I właśnie taka sprawa rodzi pytanie: dlaczego wobec drogowych recydywistów podobna reakcja nie może następować wcześniej, oczywiście zawsze w granicach obowiązującego prawa i po indywidualnym rozpatrzeniu sprawy?
Narkotyki za kierownicą: w 2026 zatrzymano też poszukiwanego Ukraińca skazanego za wcześniejszy wypadek
W lutym 2026 roku gdańska policja zatrzymała 31-letniego obywatela Ukrainy poszukiwanego listem gończym.
Sprawa dotyczyła wcześniejszego wypadku, którego – według policji – mężczyzna dopuścił się pod wpływem narkotyków.
Był wówczas taksówkarzem.
W wyniku wypadku poważnych obrażeń doznały dwie przewożone przez niego kobiety.
Mężczyzna został skazany, ale od października 2025 roku ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości.
Policjanci odnaleźli go w Gdańsku.
Zgodnie z wyrokiem miał trafić na trzy lata do więzienia.
Przypadek jest o tyle ważny, że ponownie pojawia się ten sam problem: wyrok został wydany, ale skazany nie trafił od razu do więzienia – trzeba było go później poszukiwać listem gończym.
Ile właściwie wart jest sądowy zakaz prowadzenia?
Kiedy zestawi się te historie, zaczyna być widoczny problem znacznie większy niż narodowość poszczególnych kierowców.
W kilku przypadkach pojawia się bowiem ten sam motyw:
SĄD JUŻ WCZEŚNIEJ ZAKAZAŁ IM PROWADZENIA.
A mimo tego ponownie jechali.
We Włodawie – dożywotni zakaz.
W Siechnicach – sądowy zakaz.
Nad jeziorem Dzierżno Duże – zakaz prowadzenia.
W Łowiczu – czynny zakaz prowadzenia.
W sierpniowej sprawie zakończonej deportacją – wcześniejszy zakaz sądowy.
To nie jest już pytanie wyłącznie o zachowanie cudzoziemców.
To pytanie o polski system wykonywania orzeczeń.
Bo czym w praktyce różni się pięcioletni zakaz prowadzenia od zakazu dożywotniego, jeżeli kierowca postanawia oba zignorować?
Kartka papieru nie zatrzyma samochodu.
Jeszcze bardziej niepokojące: sprawców wielokrotnie zatrzymują zwykli ludzie
W kilku opisanych sprawach kluczową rolę odegrali świadkowie.
To oni zauważali samochód jadący zygzakiem.
To oni dzwonili pod 112.
To oni zabierali pijanym kierowcom kluczyki.
To oni uniemożliwiali dalszą jazdę.
Takie zachowanie zasługuje na uznanie.
Ale równocześnie powinno skłaniać państwo do refleksji.
Dlaczego człowieka z aktywnym zakazem prowadzenia musi zatrzymywać przypadkowy plażowicz?
Dlaczego kierowca z dożywotnim zakazem może ponownie znaleźć się za kierownicą?
Dlaczego człowiek objęty decyzją o wydaleniu nadal znajduje się w Polsce i prowadzi samochód?
Deportacja nie może zastępować procesu karnego
W dyskusji o takich sprawach łatwo powiedzieć: deportować każdego sprawcę natychmiast.
Problem jest bardziej skomplikowany.
Jeżeli cudzoziemiec spowodował w Polsce śmiertelny wypadek albo dopuścił się poważnego przestępstwa, interesem państwa może być najpierw przeprowadzenie postępowania karnego i wykonanie wymierzonej kary.
Deportacja nie powinna być sposobem na uniknięcie odpowiedzialności.
Ale po odbyciu kary państwo powinno móc skutecznie wykorzystać przewidziane prawem instrumenty, jeżeli dalszy pobyt konkretnego cudzoziemca rzeczywiście stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa lub porządku publicznego.
Przykłady z 2026 roku pokazują, że Straż Graniczna takie decyzje podejmuje.
Problemem pozostaje pytanie, czy mechanizm działa wystarczająco szybko wobec recydywistów.
Nie każdy Ukrainiec jest pijanym kierowcą – i tego nie wolno sugerować
Trzeba tutaj postawić bardzo wyraźną granicę.
Opisane przypadki dotyczą konkretnych osób, a nie obywateli Ukrainy jako zbiorowości.
Z faktu, że w 2026 roku media i służby opisywały wiele przypadków nietrzeźwych obywateli Ukrainy za kierownicą, nie wynika automatycznie, że Ukraińcy jako grupa jeżdżą gorzej lub częściej prowadzą po alkoholu niż Polacy.
Do takiego wniosku potrzebne byłyby pełne dane statystyczne, uwzględniające między innymi liczbę kierowców, liczbę kontroli oraz wielkość populacji.
Tego artykułu nie należy więc czytać jako oskarżenia pod adresem Ukraińców mieszkających w Polsce.
To oskarżenie pod adresem systemu, który wobec niektórych drogowych recydywistów okazuje się nieskuteczny.
I ten sam standard powinien dotyczyć Polaka, Ukraińca, Niemca, Białorusina czy obywatela każdego innego państwa.
Gość w Polsce musi respektować polskie prawo
Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy obywatelem Polski a cudzoziemcem.
Polskiego obywatela nie można deportować z własnego kraju.
Wobec cudzoziemca państwo – przy spełnieniu ustawowych przesłanek i z zachowaniem przewidzianych procedur – posiada dodatkowe instrumenty związane z jego prawem pobytu.
Dlatego nie jest przejawem ksenofobii pytanie:
czy cudzoziemiec, który wielokrotnie prowadzi po alkoholu, ignoruje wyroki sądów i stwarza realne zagrożenie dla życia mieszkańców Polski, powinien nadal korzystać z prawa pobytu w naszym kraju?
To pytanie o bezpieczeństwo i skuteczność państwa, a nie o narodowość.
Trzy listy gończe i dożywotni zakaz. Czy potrzebny jest jeszcze czwarty dokument?
Powróćmy na koniec do Porsche rozbitego we Włodawie.
Bo właśnie ta historia najdobitniej pokazuje absurd sytuacji.
31-letni kierowca miał:
ponad 2 promile alkoholu,
wcześniejsze przypadki jazdy po alkoholu,
dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów,
trzy listy gończe.
A mimo tego ponownie znalazł się za kierownicą.
Można oczywiście wydać kolejny wyrok.
Można wystawić kolejny dokument.
Można orzec kolejną karę.
Tylko społeczeństwo ma prawo zapytać:
ile jeszcze papierów potrzeba, żeby człowiek naprawdę przestał jeździć?
Polska potrzebuje realnego systemu eliminowania drogowych recydywistów
Problem pijanych kierowców nie zostanie rozwiązany kolejnymi kampaniami reklamowymi.
Wobec człowieka, który po raz pierwszy popełnia przestępstwo, kara ma pełnić między innymi funkcję odstraszającą.
Ale w przypadku kogoś, kto po raz kolejny ignoruje sądowy zakaz, trzeba przyznać jedno:
poprzednia sankcja nie zadziałała.
Dlatego państwo powinno szczególnie dokładnie analizować przypadki recydywistów prowadzących pod wpływem alkoholu lub narkotyków, zwłaszcza gdy dochodzi do łamania wcześniejszych zakazów.
W przypadku cudzoziemców powinno się dodatkowo konsekwentnie badać, czy zachodzą ustawowe przesłanki do zobowiązania ich do powrotu oraz zastosowania zakazu ponownego wjazdu – oczywiście z poszanowaniem prawa, indywidualnej oceny sprawy i prawa do odwołania.
Zero tolerancji – niezależnie od paszportu
Nie potrzebujemy wojny z Ukraińcami.
Potrzebujemy wojny z pijanymi i odurzonymi kierowcami oraz drogowymi recydywistami.
Jeżeli sprawcą jest Polak – powinien ponosić dotkliwe konsekwencje.
Jeżeli sprawcą jest cudzoziemiec – również powinien ponosić konsekwencje, a w przewidzianych prawem przypadkach państwo powinno dodatkowo rozważyć jego dalsze prawo pobytu w Polsce.
Bo droga nie interesuje się narodowością kierowcy.
Drzewo również nie.
A rodzina człowieka zabitego przez pijanego kierowcę nie odzyska bliskiego dzięki informacji, że sprawca wcześniej dostał już zakaz prowadzenia.
Wyrok, którego państwo nie potrafi wyegzekwować, nie chroni nikogo.
I właśnie dlatego przypadek z Włodawy powinien być czymś więcej niż kolejnym newsem na dwa dni.
Powinien doprowadzić do odpowiedzi na bardzo niewygodne pytanie:



