Zwabili ofiarę podstępem, zaplanowali napad, skrępowali ją, obrabowali sejf, próbowali wymusić przekazanie kryptowalut, a wszystko zakończyło się śmiercią 32-letniego człowieka. Jeden z napastników podczas zatrzymania zaatakował jeszcze policjantów. Prokurator domagał się dla niego dożywocia. Po kilku latach od zbrodni media informują jednak o karze 13 lat więzienia. Drugi z głównych podejrzanych uciekł z Polski, został zatrzymany dopiero w 2025 roku w Holandii i nadal czeka na proces. Historia zabójstwa Marka W. z Krakowa każe postawić niewygodne pytanie: czy polskie państwo rzeczywiście odstrasza brutalnych przestępców?
Zbrodnia w Krakowie. Wszystko zaczęło się od pieniędzy
Marek W. miał 32 lata.
Pracował w gastronomii, ale w czasie boomu na kryptowaluty udało mu się pomnożyć oszczędności. Według medialnych relacji jego majątek urósł do kwoty pozwalającej mu kupić mieszkanie i działkę pod Krakowem.
Kupował również złote monety.
Niestety nie ukrywał przed otoczeniem swojego sukcesu finansowego.
Jednocześnie korzystał z usług kobiet świadczących usługi seksualne. Według relacji medialnych jesienią 2021 roku miał zamieścić ogłoszenie dotyczące poszukiwania kobiety do realizacji fantazji seksualnej.
I właśnie tę słabość postanowiono wykorzystać.
Najpierw kobieta. Potem sejf. Wreszcie plan napadu
Na ogłoszenie odpowiedział Aleksander K.
Według najnowszych relacji miał przekonać Marka W., że jest w stanie zorganizować spotkanie z kobietą.
Mężczyźni nawiązali kontakt.
W czasie jednego ze spotkań Aleksander K. zorientował się, że potencjalna ofiara posiada w mieszkaniu sejf.
I w tym momencie charakter całej znajomości miał się zmienić.
Pojawił się plan zdobycia pieniędzy.
Ale nie chodziło tylko o gotówkę.
Napastnicy wiedzieli również o kryptowalutach.
Do planu Aleksander K. miał wciągnąć swojego brata Krystiana K., który przebywał w Niemczech.
Według relacji prasowych byli bokserami.
Mieli przygotować nawet własne konto na giełdzie kryptowalut, na które chcieli zmusić ofiarę do przetransferowania cyfrowego majątku.
To ważny szczegół.
Nie wygląda to bowiem jak przypadkowa bójka, która tragicznie wymknęła się spod kontroli.
Według ustaleń przedstawianych w mediach był to przygotowywany napad rabunkowy.
Taśma, sejf i setki tysięcy złotych
Do mieszkania Marka W. napastnicy weszli na początku grudnia 2021 roku.
32-latek został obezwładniony.
Skrępowano mu ręce i nogi taśmą.
Zaklejono usta.
Napastnicy zmusili go do otwarcia sejfu.
Według ustaleń przywoływanych przez media zabrali około:
- 80 tys. zł,
- 10 tys. dolarów,
- 20 złotych monet.
Łączną wartość łupu oszacowano na około 260–300 tys. zł.
Ale to nadal było za mało.
Napastników interesowały również kryptowaluty.
Chcieli kryptowalut. Konto zostało zablokowane
Sprawcy mieli próbować zmusić Marka W. do wykonania transferu kryptowalut.
Problem polegał na tym, że wpisywane kody były błędne.
Konto zostało zablokowane.
Według najnowszych relacji właśnie to miało dodatkowo rozwścieczyć napastników.
Marek W. nie przeżył napadu.
Wcześniejsze materiały prasowe, opisujące proces i powołujące się na opinię biegłego medyka, wskazywały, że 32-latek został uduszony.
Jego ciało znaleźli koledzy z pracy, zaniepokojeni tym, że nie pojawił się w pracy.
Człowiek nie żył.
Pieniądze zniknęły.
Sprawcy rozdzielili łup.
Policja szybko znalazła trop. I tutaj akurat zadziałała
Trzeba uczciwie oddzielić dwie rzeczy.
W tej sprawie trudno twierdzić, że policja kompletnie zawiodła na etapie wykrywania pierwszego sprawcy.
Analiza kontaktów telefonicznych ofiary pozwoliła funkcjonariuszom szybko trafić na trop Aleksandra K.
Został zatrzymany zaledwie cztery dni po zabójstwie.
Tyle że nawet wtedy nie zamierzał się poddać.
Podczas zatrzymania miał zaatakować funkcjonariuszy.
Według medialnych relacji jednemu policjantowi złamał nos, a drugiemu uszkodził rękę.
Mamy więc człowieka oskarżonego później o niezwykle brutalną zbrodnię, który podczas zatrzymania nie tylko nie podporządkowuje się funkcjonariuszom, ale jeszcze ich atakuje.
To również powinno mieć znaczenie przy ocenie całej historii.
Drugi z braci zniknął
Krystian K. wyjechał z Polski.
Został objęty poszukiwaniami, w tym Europejskim Nakazem Aresztowania.
I tutaj zaczyna się drugi problem.
Zbrodnia wydarzyła się w 2021 roku.
Mężczyzna został zatrzymany w Holandii dopiero w 2025 roku.
Czyli jeden z kluczowych podejrzanych przez lata pozostawał poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Oczywiście Polska nie ma prawa prowadzić dowolnych działań policyjnych na terytorium innych państw, a procedury ekstradycyjne muszą respektować prawo.
Nie zmienia to jednak perspektywy rodziny ofiary.
Od śmierci Marka W. minęło prawie pięć lat.
A postępowanie wobec jednego z ludzi podejrzewanych o udział w napadzie nadal nie zostało zakończone wyrokiem.
Prokurator chciał dożywocia
Jeszcze ciekawiej wygląda historia pierwszego procesu.
W 2023 roku przed Sądem Okręgowym w Krakowie zakończył się proces Aleksandra K.
Prokurator domagał się dla niego dożywotniego pozbawienia wolności.
Sąd orzekł jednak karę łączną 15 lat pozbawienia wolności.
Prokurator publicznie zapowiedział apelację.
Powód?
Uznał karę za rażąco niską.
To niezwykle ważny element tej historii.
Nie jest więc tak, że jedynie internauci czy media uznali wyrok za łagodny.
Zastrzeżenia do wymiaru kary miał sam oskarżyciel publiczny.
A najnowsze media piszą już o 13 latach
We wrześniu 2026 roku sprawa ponownie trafiła do mediów.
I pojawia się informacja jeszcze bardziej zastanawiająca.
Najnowsze publikacje informują, że Aleksander K. został ostatecznie skazany na 13 lat pozbawienia wolności za zabójstwo, posiadanie narkotyków oraz napaść na policjantów.
Jeżeli zestawimy to z informacją z 2023 roku, otrzymujemy niezwykle interesujący obraz:
prokurator żądał dożywocia,
pierwszy wyrok wynosił 15 lat,
a najnowsze publikacje mówią o 13 latach.
To właśnie ten wątek zasługuje na szczegółowe wyjaśnienie przez wymiar sprawiedliwości.
13 lat za życie człowieka?
Oczywiście prawo karne nie działa według zasady: wydarzyło się coś strasznego, więc automatycznie należy wymierzyć najwyższą możliwą karę.
Sąd musi uwzględniać materiał dowodowy, kwalifikację prawną czynu, rolę konkretnego oskarżonego, zamiar, okoliczności popełnienia przestępstwa i wiele innych elementów.
Ale społeczeństwo ma również prawo oceniać efekty działania systemu.
A tutaj mamy wyjątkowo brutalny ciąg wydarzeń.
Ofiara została wytypowana jako człowiek posiadający pieniądze.
Zdobyto jej zaufanie.
Przygotowano napad.
Mężczyznę skrępowano.
Okradziono sejf.
Próbowano przejąć kryptowaluty.
Mężczyzna stracił życie.
A podczas zatrzymania jednego z podejrzanych ucierpieli jeszcze policjanci.
I w tej sytuacji społeczeństwo słyszy:
13 lat.
Ile rzeczywiście oznacza 13 lat?
To pytanie staje się jeszcze bardziej interesujące, kiedy przestaniemy patrzeć wyłącznie na liczbę znajdującą się w wyroku.
Kara 13 lat pozbawienia wolności nie oznacza automatycznie, że skazany dokładnie przez 13 kolejnych lat od dnia wydania wyroku będzie pozostawał za kratami.
Do kary zaliczany jest okres tymczasowego aresztowania.
Istnieją również przewidziane prawem mechanizmy warunkowego przedterminowego zwolnienia, choć ich zastosowanie zależy od konkretnych warunków prawnych i decyzji sądu penitencjarnego.
Dlatego przy takich wyrokach obywatel ma prawo pytać nie tylko:
„Ile dostał?”
ale również:
„Ile realnie spędzi w więzieniu?”
Próbowano jeszcze oczernić zabitego
Jest w tej sprawie jeszcze jeden wyjątkowo bulwersujący element.
Aleksander K. przedstawiał wersję, według której Marek W. miał mieć skłonności pedofilskie i poszukiwać dziewięcioletniej dziewczynki.
Sąd nie dał temu wiary.
Według relacji z procesu nie znaleziono materiałów potwierdzających takie oskarżenia.
Nie znaleziono ich również na komputerze zmarłego.
Sędzia Beata Marczewska bardzo krytycznie oceniła tę linię obrony.
Sąd uznał, że była to próba przedstawienia oskarżonego jako człowieka, który rzekomo eliminował ze społeczeństwa niebezpiecznego przestępcę.
Tyle że dowodów na takie zarzuty wobec zamordowanego nie znaleziono.
Ofiara nie mogła już odpowiedzieć.
Nie mogła się bronić.
Nie mogła pozwać nikogo za pomówienie.
Nie żyła.
Słabość ofiary nie usprawiedliwia sprawcy
W części medialnych materiałów mocno eksponowany jest fakt, że Marek W. korzystał z usług prostytutek i poszukiwał kobiet przez internet.
Ale trzeba powiedzieć jasno:
to nie ma żadnego znaczenia dla jego prawa do życia.
Można uważać jego zachowanie za nierozsądne.
Można uważać za skrajnie nieodpowiedzialne chwalenie się majątkiem przypadkowym osobom.
Można krytykować ujawnianie informacji o sejfie, kryptowalutach czy gotówce.
Ale na końcu pozostaje podstawowa zasada państwa prawa:
człowiek ma prawo być naiwny, nierozsądny, bogaty, biedny, korzystać z usług seksualnych albo mieć nietypowe preferencje – i nadal nikt nie ma prawa go obrabować i zabić.
Czy kara ma jeszcze odstraszać?
Państwo karze przestępców nie tylko po to, żeby dokonać abstrakcyjnego „rozliczenia”.
Kara ma również chronić społeczeństwo.
Ma izolować niebezpiecznych ludzi.
Ma odstraszać innych.
Ma budować przekonanie, że brutalna przemoc po prostu się nie opłaca.
Dlatego warto zadać pytanie:
jaki komunikat wysyła kara 13 lat za taką historię?
Człowiek stracił życie.
Jego rodzina straciła go na zawsze.
Sprawca natomiast otrzymuje konkretną liczbę lat pozbawienia wolności.
Właśnie dlatego tak ważne jest, żeby społeczeństwo rozumiało, dlaczego sąd uznał określoną karę za sprawiedliwą.
Słabe państwo to nie tylko słaba policja
Błędem byłoby zrzucenie całej odpowiedzialności za tę historię na policję.
W tym konkretnym przypadku policjanci wykonali bardzo istotną pracę.
Pierwszego podejrzanego namierzyli błyskawicznie.
Zatrzymali go cztery dni po zbrodni, mimo że podczas zatrzymania stawiał agresywny opór.
Problem słabego państwa jest znacznie szerszy.
To cały łańcuch:
policja – prokuratura – sąd – postępowanie odwoławcze – wykonanie kary – poszukiwania międzynarodowe – ekstradycja.
Jeżeli którykolwiek element tego łańcucha działa przez lata, całe państwo zaczyna wyglądać na bezradne.
Jeden sprawca złapany po czterech dniach. Drugi po czterech latach
Ten kontrast jest niezwykle wymowny.
Aleksander K. został zatrzymany cztery dni po zbrodni.
Krystian K. – według najnowszych publikacji – został zatrzymany dopiero w 2025 roku w Holandii.
Z jednej strony widzimy więc bardzo sprawne działanie kryminalnych.
Z drugiej – człowieka podejrzewanego o udział w wyjątkowo brutalnej zbrodni, który przez kilka lat pozostaje poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.
A jest rok 2026.
Rodzina ofiary nadal nie może powiedzieć:
„wszyscy odpowiedzialni zostali prawomocnie osądzeni i odbywają swoje kary”.
Pięć lat od zabójstwa, a sprawa nadal nie jest zamknięta
I to jest być może największy problem tej historii.
Zabójstwo:
2021 rok.
Pierwszy proces:
2023 rok.
Zatrzymanie drugiego z braci:
2025 rok.
Najnowsze informacje:
2026 rok.
A cała historia nadal trwa.
Czy naprawdę tak powinno wyglądać sprawne państwo?
Wymiar sprawiedliwości oczywiście musi działać dokładnie.
Oskarżony ma prawo do obrony.
Ma prawo do apelacji.
Ma prawo do rzetelnego procesu.
Nie można skazywać ludzi „szybko”, kosztem prawidłowego ustalenia faktów.
Ale pomiędzy procesem rzetelnym a procesem ciągnącym się latami istnieje ogromna różnica.
Państwo silne wobec zwykłego człowieka, słabe wobec brutalnego przestępcy?
Polacy każdego dnia spotykają się z niezwykle sprawnym państwem.
Nie zapłacisz podatku – system to zauważy.
Nie zapłacisz mandatu – ruszy egzekucja.
Spóźnisz się z dokumentem – możesz ponieść konsekwencje.
Przedsiębiorca przekroczy termin – administracja potrafi działać bezwzględnie.
Tymczasem w sprawach najcięższych przestępstw obywatele często obserwują zupełnie inne państwo.
Wieloletnie procesy.
Apelacje.
Poszukiwania.
Ekstradycje.
Kolejne rozprawy.
I lata oczekiwania na ostateczny finał.
Dlatego problem tej historii nie sprowadza się nawet do pytania, czy 13 lat jest karą wysoką czy niską.
Problem brzmi:
czy polski system karny daje obywatelowi poczucie, że za wyjątkowo brutalne przestępstwo następuje szybka, nieuchronna i proporcjonalnie surowa odpowiedzialność?
Prawo powinno chronić przede wszystkim potencjalną ofiarę
Przez ostatnie dekady ogromną uwagę – słusznie – poświęcono prawom oskarżonych.
Prawo do obrony jest fundamentem demokratycznego państwa.
Domniemanie niewinności jest fundamentem.
Prawo do apelacji jest fundamentem.
Ale istnieje jeszcze jedna osoba.
Ofiara.
A także jej rodzina.
System sprawiedliwości nie może zapominać, że dla nich nie jest to akademicka debata o procedurze.
Ich bliski nie żyje.
Państwo musi być silne tam, gdzie naprawdę trzeba
Silnego państwa nie poznaje się po liczbie mandatów wystawionych obywatelom.
Nie poznaje się go po liczbie formularzy, kontroli i urzędniczych obowiązków.
Silne państwo poznaje się po tym, jak reaguje wtedy, kiedy jeden człowiek brutalnie odbiera życie drugiemu.
Czy potrafi szybko znaleźć sprawcę?
Czy potrafi go zatrzymać?
Czy potrafi zgromadzić dowody?
Czy potrafi przeprowadzić proces w rozsądnym czasie?
Czy potrafi wymierzyć karę odpowiadającą wadze czynu?
I czy potrafi doprowadzić do jej rzeczywistego wykonania?
W sprawie Marka W. odpowiedzi na część tych pytań są pozytywne.
Policja szybko znalazła pierwszego podejrzanego.
Prokurator domagał się dla niego dożywocia.
Ale pozostają pytania o długość całego postępowania, o ostateczny wymiar kary i o to, dlaczego drugi z podejrzanych przez lata pozostawał poza zasięgiem polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Zabili dla pieniędzy. Państwo nie może odpowiadać półśrodkami
Marek W. popełnił być może wiele błędów.
Za bardzo ufał ludziom.
Chwalił się pieniędzmi.
Ujawnił informacje o swoim majątku.
Wpuścił do mieszkania ludzi, których nie powinien był wpuszczać.
Ale za żaden z tych błędów nie powinien zapłacić życiem.
Odpowiedzialność za zbrodnię spoczywa na jej sprawcach.
Natomiast odpowiedzialność państwa zaczyna się chwilę później.
Państwo ma ich znaleźć.
Osądzić.
Ukarać.
I zrobić to na tyle sprawnie oraz zdecydowanie, żeby następny człowiek planujący podobny napad wiedział:
jeżeli zabijesz człowieka dla pieniędzy, państwo cię znajdzie i konsekwencje będą naprawdę druzgocące.
Czy historia Marka W. daje dziś takie poczucie?
Każdy czytelnik może odpowiedzieć sobie sam.
Jedno pytanie pozostaje jednak wyjątkowo niewygodne:



